Dyak odparł ponuro:

— Chrupacz przeszedł przez rzekę tam, gdzie woda płynie płytko. Zwykle jada skrzekacze, widziałem to często z naszego wzgórza. Teraz gdy tu już przeszedł, jest za głupi, aby móc wrócić. Wkrótce zdechnie z głodu. Wtedy wszyscy będą bezpieczni.

— Nie zdechnie, zanim nas wszystkich nie pozjada. Nie możemy z nim być bezpieczni, Dyak. Musisz mu spuścić krew i go zużyć.

Usiadł, a potem przykucnął przy niej ze złością.

— Niech to zrobią wasi mężczyźni. Dlaczego właśnie ja? Nasza grupa jest bezpieczna w jaskiniach na wzgórzu. Chrupacz mnie nie obchodzi. Dlaczego mnie o tym mówisz, Semary?

Usiadła również i spojrzała na niego. Strzepnęła liść z piersi.

— Chcę, abyś ty to zrobił, ponieważ najbardziej lubię leżeć przy tobie. Jeżeli spuścisz krew chrupaczowi, to zawsze będę leżała przy tobie, a nie przy naszych śmierdzących mężczyznach. Jeżeli nie chcesz tego dla mnie zrobić, przysięgam, że wrócę do nich.

Chwycił ją gwałtownie za rękę.

— Z nikim innym nie będziesz tylko ze mną, Semary! Myślisz, że boję się spuścić krew chrupaczowi? Jasne, że się nie boję!

Semary uśmiechnęła się do niego, jak gdyby jego gwałtowność sprawiła jej przyjemność.

II

Dr Ian Swanwick był coraz bardziej znudzony i coraz mniej zależało mu na tym, aby to ukrywać. Kilkakrotnie unosił oczy znad wizjera i patrzał na siwą głowę Grahama Scarfe’a, twarzą i uszami zatopionego w sąsiednim wizjerze. Zakaszlał raz czy dwa tak wymownie, że Scarfe podniósł głowę i spojrzał na niego.

— O, dr Swanwick, zapomniałem na śmierć… Przecież pan musi złapać powrotny odrzutowiec do Waszyngtonu. Bardzo, bardzo pana przepraszam! Ale, wie pan, jak tylko zacznę patrzeć w wizjer, to zaraz bez reszty pochłaniają mnie ich problemy.

— Jestem pewien, że to pana pochłania, pan przecież rozumie ich język.



9 из 383