
Wygrał również drugą partię, gdy jego przeciwnik doznał nagłego rozstroju żołądka po pierwszych sześciu posunięciach. Trzeci przeciwnik wstał od stołu i z obrzydzeniem opuścił salę, by nigdy już nie zasiąść do szachów. Czwarty wybuchnął płaczem, błagając Von Gooma, by zaprzestał rozgrywania gambitu. Sędzia główny musiał biedaka wyprowadzić z sali. Kolejny przeciwnik po prostu siedział i wpatrywał się osłupiały w pozycję na szachownicy, aż przegrał przez niedoczas.
Po tym paśmie zwycięstw Von Goom znalazł się wśród liderów turnieju i jego następnym przeciwnikiem miał być mistrz wyższych uczelni John George Bateman, gracz agresywny i pełen temperamentu. Von Goom grał swój gambit, czy też ściślej mówiąc kontrgambit, gdyż przypadły mu czarne. Odpowiedź Johna George’a była równie niekonwencjonalna, co nieskuteczna: zerwał się na równe nogi, sięgnął przez stół, schwycił Von Gooma za koszulę i uderzył go w twarz. Ale na nic mu się to nie przydało. Von Goom padając wykonał następny ruch. John George Bateman, który w życiu nie wiedział, co to choroba, dostał ataku epilepsji.
W ten sposób Von Goom, któremu nigdy dotąd nie zdarzyło się wygrać w szachy, miał stanąć do finałowej walki z zaprawionym w bojach arcymistrzem Miroslavem Terminskym. Na nieszczęście partia była demonstrowana licznie zgromadzonym widzom na wielkiej tablicy ustawionej w końcu sali. W atmosferze pełnej napięcia zawodnicy zasiedli do gry. Z piersi widzów wydarł się jęk przerażenia na widok wstępnych ruchów gambitu Von Gooma. Potem zapadło milczenie, długie, nieprzerwane milczenie. Reporter, który wpadł pod koniec dnia, żeby przeprowadzić wywiad ze zwycięzcą, stwierdził ze zdumieniem, że zarówno widzowie jak i uczestnicy turnieju skamienieli. Jedynie Terminsky ocalał z pogromu. Szczęśliwiec wykręcił się utratą zmysłów.
