
Von Goom jednak nie zrażał się łatwo. Przez następne dwa i pół roku startował we wszystkich możliwych turniejach. Pieniądze nie grały roli, odległość nie była przeszkodą. Kupił sobie własny samolot i nauczył się latać, aby móc podróżować po całym kontynencie i grać w szachy wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Pod koniec tego dwu i półletniego okresu wciąż jeszcze czekał na swoje pierwsze zwycięstwo.
I wtedy odkrył swój gambit. Samo odkrycie musiało być niewątpliwie dziełem przypadku, ale zasługę — czy też raczej hańbę — rozpracowania wariantów przypisać należy Von Goomowi. W toku swoich bluźnierczych eksperymentów przekonał się, że gambit można rozgrywać zarówno białymi jak i czarnymi. Nie było przeciwko niemu obrony. Musiał spędzić wiele przerażających nocy nad szachownicą, analizując sprawy, których człowiek nie powinien analizować. Odkrycie gambitu i wniosków z niego płynących okryło jego głowę siwizną, chociaż jego półwąs pozostał brudnorudy aż do śmierci, która zresztą była blisko.
Pierwszą okazją do wypróbowania gambitu stał się wielki otwarty turniej o mistrzostwo Nowego Jorku. Powszechnym faworytem był zaprawiony w bojach obrońca tytułu arcymistrz Miroslav Terminsky, chociaż serca publiczności były po stronie Johna George’a Batemana, mistrza wyższych uczelni, który jednocześnie grał w reprezentacyjnej drużynie piłki nożnej, był członkiem ekskluzywnej korporacji Phi Beta Kappa i najmłodszym członkiem Komisji Energii Atomowej. W tym czasie Von Goom był już znaną, raczej komiczną postacią w świecie szachowym. Ludzie przywykli do jego milczenia, samotnictwa, nawet do jego półwąsa. Kiedy podpisywał kartę zgłoszenia, kilku graczy zauważyło, że posiwiał, ale większość nie zwróciła na niego żadnej uwagi. W piętnaście minut od rozpoczęcia gry Von Goom wygrał pierwszą w życiu partię. Jego przeciwnik zmarł na atak serca.
