
– Proszę go zabrać z tego domu – rzekła twardo Autumn. – Nie pozwolę, by pochowano go w tej samej ziemi, gdzie spocznie biedna Bess. Proszę wykopać mu grób przy drodze. To zwierzę uczyniło wdowca z porządnego człowieka i sieroty z trójki dzieci. Proszę go zabrać i wynosić się z Queen's Malvern!
Autumn czulą, że nogi zaczynają jej drżeć, ale trzymała się dzielnie. Żaden okrągłogłowy, nawet ten arogancki kapitan, nie zobaczy w jej oczach łez.
– Gdzie są srebra? – zapytał sir Simon.
– Skąd mam wiedzieć? – rzuciła ze złością. – Jestem w tym domu tylko gościem. Szwagierka gotowa była wam oddać co tylko zechcecie. Powiedziała, że nie warto narażać życia dla kilku przedmiotów, ale wy i tak zabiliście dwoje niewinnych ludzi. Teraz, kiedy już jest po wszystkim, chce pan jeszcze okradać zmarłych? Nie będę panu w tym pomagać.
– Madame, pani język ostrzejszy jest niż mój miecz – rzekł.
Patrzyła nań chłodnym wzrokiem i dopiero wtedy zauważył, że jedno oko miała zielone jak liście, a drugie turkusowe. Patrzył przez chwilę zafascynowany, żałując, że nie spotkali się w innych okolicznościach. Skłonił się uniżenie.
– Pozostawię ten dom w spokoju, madame, ale muszę zabrać choć część żywego inwentarza, by nakarmić moich ludzi.
Becket, pomocnik Smythe'a wbiegł do holu, krzycząc:
– Milady, podpalili wschodnie skrzydło! – zatrzymał się, kiedy dostrzegł dwa ciała i rozpoznał je. – Och, Jezu, o Boże! – jęknął i spojrzał na Autumn. – Milady?
– Każ ludziom gasić ogień i rób, co się da, by uratować dom – powiedziała ponuro Autumn i zwróciła się do sir Simona. – Zabieraj ciało i cokolwiek chcesz, panie, ale odejdź wreszcie! Dość już złego narobiłeś. Kiedy wróci mój brat i zobaczy, że zabiliście mu żonę i podpaliliście dom, pańskie życie niewiele będzie warte!
