– A pani?

Wanda wyglądała na zaskoczoną.

– Słucham?

– Czy znała pani Valerie Simpson?

– Nie – odparła prawie bezgłośnie.

Dimonte znowu zwrócił się do Duane’a.

– Czy przed dzisiejszym dniem słyszał pan kiedyś o Valerie Simpson?

Myron wzniósł oczy ku niebu. Jednak tym razem siedział cicho. Nie chciał posuwać się za daleko. Dimonte nie był takim durniem, na jakiego wyglądał. Nikt nie jest aż tak głupi. Próbował uśpić czujność Duane’a, zanim zada mu decydujący cios. Myron starał się wyprowadzić go z równowagi kilkoma celnymi uwagami. Jednak niezbyt częstymi.

Myron Bolitar, mistrz balansowania na linie.

– Owszem, słyszałem o niej – rzekł Duane, wzruszając ramionami.

– Na przykład co?

– Kiedyś należała do czołówki. Zdaje się, że kilka lat temu.

– Czołówki tenisistów?

– Nie, striptizerek – przerwał mu Myron. – Tańczyła dla Anthony’ego Newleya w Vegas.

To tyle, jeśli mowa o powściągliwości. Dimonte znów posłał mu gniewne spojrzenie.

– Bolitar, zaczynasz naprawdę mnie wkurzać.

– Przejdziesz w końcu do rzeczy?

– Nie śpieszę się podczas przesłuchań. Nie lubię pośpiechu.

– Dobra zasada – przytaknął Myron. – Powinieneś pamiętać o niej, kupując obuwie.

Dimonte poczerwieniał. Wciąż przeszywając go wzrokiem, zapytał:

– Panie Richwood, od jak dawna pan zalicza się do czołówki?

– Od sześciu miesięcy.

– I w ciągu tych sześciu miesięcy nigdy nie widział pan Valerie Simpson?

– Zgadza się.

– Świetnie. Sprawdźmy, czy dobrze pana zrozumiałem. Kiedy padł strzał, pan grał na korcie. Wygrał pan. Uścisnął dłoń przeciwnikowi. Zakładam, że ściska pan dłonie przeciwników?

Duane skinął głową.

– Potem udzielił pan wywiadu.

– Właśnie.

– Wziął pan przedtem prysznic?

Myron podniósł rękę.

– Dobrze, wystarczy tego.



21 из 253