
– Masz jakiś problem, Bolitar?
– Tak. Te pytania to szczyt idiotyzmu. Radzę mojemu klientowi, żeby przestał na nie odpowiadać.
– Dlaczego? Czyżby twój klient miał coś do ukrycia?
– Taak, Rolly, jesteś dla nas za sprytny. To Duane ją zabił. Kilka milionów ludzi widziało go w telewizji, kiedy padł strzał. Kilka tysięcy innych oglądało go osobiście. Jednak to nie on grał. W rzeczywistości to był jego brat bliźniak, zaginiony zaraz po narodzinach. Jesteś dla nas zbyt sprytny, Rolly. Przyznajemy się.
– Nie wykluczyłem takiej możliwości – skontrował Dimonte.
– Jakiej?
– Tego „my”. Może miałeś z tym coś wspólnego. Ty i ten psychotyczny yuppie, twój kumpel.
Miał na myśli Wina. Wielu gliniarzy znało Wina. Żaden go nie lubił. Ta niechęć była w pełni odwzajemniona.
– W chwili gdy padł strzał, obaj znajdowaliśmy się na trybunach – rzekł Myron. – Tuzin świadków może to potwierdzić. A gdybyś naprawdę znał Wina, wiedziałbyś, że nie strzelałby z tak bliskiej odległości.
To dało Dimonte’owi do myślenia. Kiwnął głową. Chociaż tym razem nie próbował się spierać.
– Skończyliście przesłuchiwać pana Richwooda? – zapytał Myron.
Dimonte nagle uśmiechnął się. Wesołym, pełnym wyczekiwania uśmiechem uczniaka, siedzącego w zimowy dzień przy radiu. Myronowi nie spodobał się ten uśmiech.
– Jeśli będziecie tak mili i wytrzymacie jeszcze chwilkę – powiedział z fałszywą słodyczą. Wstał i podszedł do swojego partnera, Notesika. Ten wciąż coś gryzmolił. – Twój klient twierdzi, że nie znał Valerie Simpson?
– I co?
Notesik w końcu oderwał wzrok od kartki. Obrzucił ich obojętnym spojrzeniem sądowego stenografa. Dimonte wyciągnął rękę. Notesik podał mu mały notatnik w skórzanej okładce i plastikowym etui.
– To kalendarzyk Valerie – oznajmił Dimonte. – Ostatnią notatkę zapisała w nim wczoraj.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Dumnie uniósł głowę. Nadął się jak kogut, który zaraz wskoczy na kurę.
