
— Nie podoba mi się to, Sid — skomentował ponuro Bergren.
Harris przytaknął w milczeniu — UPO głosiła zasadę „bezpośredniego działania w legalnym interesie ludzi” (czyli stałe podnoszenie poziomu życia Dolistów), ale zazwyczaj ograniczała wspomniane działania do zamieszek, demonstracji i aktów wandalizmu, jedynie od czasu do czasu uciekając się do podkładania bomb czy zamachów na biurokratów niskiego szczebla. Zabójstwo członka rządu było czymś nowym i zwiastowało niebezpieczną eskalację… Jeżeli to rzeczywiście Unia stała za tym zamachem.
— Powinniśmy już dawno zająć się tą kupą gnojków — oceniła Dumarest. — Wiemy, kim są ich przywódcy i gdzie ich znaleźć. Dajcie mi wolną rękę, a Marines rozwiążą ten problem. Raz na zawsze.
— To byłoby poważnym błędem — sprzeciwiła się Palmer-Levy. — Takie działanie doprowadziłoby tłum do szału, a spotkania nowych władz Unii zostały otoczone taką tajemnicą, że długo nie zdołalibyśmy przeniknąć do ich szeregów. Teraz przynajmniej wiemy, co planują.
— Tak jak tym razem? — prychnęła Elaine.
— Jeżeli to oni zaplanowali i zdecydowali się zamordować Waltera, to przyznaję, że spieprzyliśmy sprawę. — Constance zarumieniła się. — Ale po pierwsze: nie wiemy tego na pewno, po drugie: nie powinno się to powtórzyć. Poza tym nic nie wskazuje na to, że Kanamashi nie działał sam.
— Jasne — prychnęła ponownie Elaine.
Harris uniósł dłoń i Palmer-Levy zamknęła bezradnie usta. Prywatnie co prawda prezydent zgadzał się z Elaine, choć rozumiał także stanowisko Constance Palmer-Levy. Przywódcy UPO twierdzili, że Dolistom należy się jeszcze wyższe Stypendium, i żeby przekonać oponentów do swego zdania, regularnie wysadzali bliźnich w powietrze (w tym również innych Dolistów).
