
— Sugerujesz, że powinniśmy zaniechać propozycji zmian finansowych proponowanych przez Waltera? — spytał George De La Sangliere.
Gruby i siwy De La Sangliere został następcą zastrzelonego sekretarza ekonomii po usilnych, acz bezskutecznych wysiłkach, by uniknąć tego „zaszczytu”. Było to naturalne — nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby być odpowiedzialny za finanse Republiki, od lat znajdującej się na krawędzi bankructwa. Zadając to pytanie, nowy sekretarz także miał nieszczęśliwą minę.
— Nie wiem, George — westchnął Harris, pocierając nasadę nosa.
— Przykro mi to mówić, ale nie stać nas na normalne podwyższenie Stypendium. Chyba, że ograniczymy wydatki na zbrojenia o przynajmniej dziesięć procent.
— Niemożliwe! — warknęła natychmiast Elaine Dumarest. — Musimy co najmniej utrzymywać flotę na obecnym poziomie, jeśli chcemy wreszcie poradzić sobie z Sojuszem.
— Powinniśmy zaatakować to cholerne Królestwo cztery lata temu — burknął z niesmakiem Duncan Jessup, sekretarz informacji.
Oficjalny rzecznik rządu sprawiał wrażenie człowieka niezorganizowanego i starannie kultywował swój wizerunek gderliwego, ale życzliwego wujaszka. Co nie przeszkodziło mu dwadzieścia lat temu wyrwać resort policji i higieny psychicznej z gestii ministerstwa zdrowia z niezwykłą bezwzględnością i skutecznością. Nawet Harris momentami się go bał. Mając osobistą kontrolę nad policją, sekretarz ustępował zasięgiem posiadanej władzy tylko prezydentowi.
— Nie byliśmy gotowi — zaprotestowała Dumarest. — Zbyt szybko opanowaliśmy zbyt duże obszary i trzeba było je odpowiednio przystosować, by stały się integralną częścią Republiki. I…
— I we łbach się wam poprzewracało — przerwał jej z pogardą Jessup. — Uważaliście się za niepokonanych, a potem najpierw spieprzyliście sprawę w systemie Basilisk, a potem próba opanowania Yeltsina skończyła się katastrofą i utratą systemu Endicott na dokładkę. W efekcie osiągnęliśmy tylko to, że pozwoliliśmy Manticore stworzyć Sojusz, nie zwiększając własnego potencjału militarnego. I ktoś śmie twierdzić, że teraz mamy relatywnie silniejszą pozycję niż wtedy?! Przecież to czysty nonsens!
