
– Co w ogóle robisz? – spytała Elunia. – Mam wrażenie, że wybierałeś się na prawo?
– Pochodziłem trochę, czemu nie. Ale potem wszedłem w pośrednictwo handlowe i to mi bardziej leży, studia kończę z doskoku, dyplom się przyda. A ty?
– W reklamie siedzę. ASP skończyłam.
Kazio rzucił okiem na rękę Eluni.
– Ejże! Wyszłaś za mąż?
– Wyszłam. Już prawie trzy lata.
– Że też, cholera, najlepsze dziewczyny zawsze są zajęte! Nie mogłaś poczekać, aż się spotkamy? Rozwodu w planach nie masz?
Elunia pokręciła głową i poczuła nagle nieprzepartą chęć zwierzyć się Kaziowi, opowiedzieć mu o swoich perypetiach matrymonialnych i tej upiornej pedanterii Pawełka. Powstrzymała ją lojalność, bo w owym momencie byli jeszcze małżeństwem.
– Prędzej on się ze mną rozwiedzie, niż ja z nim – oświadczyła w jasnowidzeniu. – A ty?
– Co ja?
– Ożeniłeś się?
– Niech mnie ręka boska broni! Udało mi się jakoś wyłgać od tego. Pewno miałem nadzieję na ciebie.
– Już to widzę. Śniłam ci się po nocach. Ale miło słyszeć takie rzeczy.
– Co to za jakiś, ten palant… pardon, chciałem powiedzieć ten superman?
Elunia stłumiła chichot i posłużyła pobieżnymi danymi o mężu. Kazio pohamował kręcenie nosem, aczkolwiek palant-superman nie spodobał mu się od razu, na niewidzianego. Elunia go szczerze zachwyciła i pożałował, że nie zaczął z nią romansować jeszcze w szkole, chociaż może i rzeczywiście byli wtedy odrobinę za młodzi… Ona piętnaście, on szesnaście…
– Nie traćmy kontaktu, ja cię proszę – powiedział z większym żarem, niż zamierzał. – A kto wie, może tego, pan Bóg kule nosi, nie to miałem na myśli, sama rozumiesz, wszystko się może wydarzyć…
Elunia była tego samego zdania, a przy tym ciepło jej się zrobiło na sercu. Lubiła Kazia, podobał się jej, ze szczupłego, kościstego chłopca wyrósł barczysty mężczyzna, który wciąż okazywał jej podziw i zachwyt, zatracający o rzetelne uwielbienie. Pawełek już od roku uwielbieniem nie tryskał. Skoki w bok wykluczała, ale co szkodziło spotykać się z przyjacielem…
