Wychodzili już z kawiarni i znajdowali się w drzwiach, kiedy tuż przed ich nosem na ulicy nastąpiła kraksa. Widzieli ją doskonale.

Parkujący samochód ruszył nagle i wyjechał na jezdnię, dokładnie przed maską drugiego, nadjeżdżającego z wielką szybkością, ten drugi rąbnął go rzetelnie i oba razem potrąciły faceta, któremu udało się akurat wyskoczyć spomiędzy innych pojazdów i wplątać w kolizję. Odrzucony potężną siłą, upadł do tyłu i walnął głową w krawężnik.

Elunia, rzecz jasna, skamieniała, Kazio natomiast zareagował błyskawicznie.

– W nogi! – syknął dziko. – Spieprzamy, już nas tu nie ma!

Chwycił ją za rękę i z szaloną energią pociągnął w bok. Elunia o mało się nie przewróciła, bo jej górna część ciała, szarpnięta znienacka, ruszyła, nogi natomiast pozostały wrośnięte w ziemię. Kazio chwycił ją w locie, silny był, oderwał także jej nogi od podłoża i powlókł ją przed siebie, Elunia zaś po kilku sekundach zaczęła samodzielnie stawiać kroki. Spróbowała nawet wyrwać się z trzymających ją objęć.

Odzyskała także głos.

– No coś ty, zwariowałeś?! Jezus Mario, ten człowiek się zabił…! Dlaczego…?! Może tam coś pomóc…? Ten kretyn winien, ten, co wyjechał, byliśmy świadkami…!

– Toteż właśnie – przyświadczył Kazio i zmniejszył tempo. Obejrzał się za siebie, wypuścił Elunię z ramion i chwycił ją zwyczajnie pod rękę. – No dobra, już nas nie złapią. Fakt, najlepszymi świadkami, cały spektakl odpracowali nam przed nosem.

– No to przecież musimy wrócić…!

– Dziewczyno, masz źle w głowie? Czy ty wiesz, co to znaczy świadczyć w sądzie?! Życie byś miała zmarnowane! Nie masz co robić?

– Mam, ale… Słuchaj, tak nie można, to potworny wypadek, on nie żyje, ten co upadł, niewinny człowiek…! Kazio pociągnął ją dalej, bo usiłowała zwalniać kroku.



15 из 281