– Niewinnego to tam nie było ani jednego – zaopiniował stanowczo. – Jeden wyjechał na ślepo, drugi leciał za ostro, a trzeci wyskoczył jak zajączek z miedzy. Było patrzeć, czy co nie jedzie. A poza tym, temu akurat już chyba wszystko jedno, globus mu poszedł w drzazgi, mało estetyczny widok. Niech się teraz sami po sądach kotłują, nie twoja parafia. Do pomocy już tam jest cała ulica, a ty przestań być taka wściekle uspołeczniona.

Elunia chciała jeszcze protestować, ale nagle poraziła ją myśl, że stojąc przed sądem w charakterze świadka, niewątpliwie zdenerwowana, może znów znieruchomieć. Nie odpowie na pytania, nie odezwie się słowem. Mało, że zrobi z siebie pośmiewisko, to jeszcze przyłożą jej jaką grzywnę albo co. Milczenie przed sądem zapewne jest karalne.

Przestała stawiać opór i odetchnęła głęboko.

– Może masz rację – przyznała. – Ale głupio… To co, gdybym była świadkiem zbrodni, też mam uciekać?

– Nad zbrodnią można by się zastanowić. Z serca ci radzę: nie bądź.

– W razie czego odwrócić się tyłem?

– I zamknąć oczy. Paproch ci wpadł, powiedzmy.

– Wiesz, że to okropne…

– Zapewniam cię, że sąd jest okropniejszy. Za bydlę tam robisz, a nie za człowieka i wcale nie musisz być oskarżona. Twój czas i obowiązki to oni mają gdzieś, a błąkać się po tym całym labiryncie… Unikaj tego jak morowej zarazy!

Nieubłagana stanowczość Kazia wywarła swój wpływ. Elunia ochłonęła i przypomniała sobie, dokąd idzie i co ma do roboty. Zarazem dotarło do niej, co by było, gdyby Kazio nie usunął jej tak energicznie z miejsca katastrofy. Nie odebrałaby pantofli od szewca, nie zdążyłaby do banku, nie wróciłaby do domu, nie usiadła do roboty, nie zadzwoniła do firmy, wciąż jeszcze czekałaby tam na przybycie policji, potem składałaby zeznania…

Poczuła do Kazia głęboką wdzięczność. Równocześnie jednak zaczęła myśleć i przyszło jej do głowy, że jego opinia o sądach musi wynikać chyba z doświadczenia, być może miał jakieś okropne przeżycia osobiste. Dokopał mu ten sąd bezpośrednio…?



16 из 281