Całe wydarzenie stanowiło kliniczny przykład słuszności twierdzenia: „Kto się nie słucha ojca matki, ten się słucha psiej skóry”. W tym wypadku postać psiej skóry przybrał spróchniały mostek.

Dawno było wiadomo, że mostek się wali i rodzice kategorycznie zabraniali przechodzenia po nim na drugą stronę potoku. Racjonalniej byłoby wprawdzie naprawić go, względnie zburzyć do reszty, ale postępowanie racjonalne pociągało za sobą koszty i dotychczas jeszcze nie zdołano uzgodnić, kto ma za dzieło zapłacić. Mostek zatem trwał w chwiejnym braku równowagi i groził niebezpieczeństwem.

Nikt dorosły, widząc kiwające się resztki konstrukcji, za skarby świata nie postawiłby na niej nogi, nawet samobójca, ponieważ upadek z wysokości trzech metrów nie gwarantował skutków nieodwracalnych, dzieci jednakże, jak to dzieci, dopatrywały się w imprezie emocjonującej rozrywki. Korciło je.

Dzieci miejscowe może by jakoś wytrzymały bez podejmowania ryzyka, ale nastał okres wakacyjny i przyjechały dzieci z miasta. I oczywiście spróchniały mostek okazał się największą atrakcją.

W konkurencji wzięło udział sześcioro. Do pięknego lasu po drugiej stronie potoku można było dostać się drogą okrężną, całkowicie bezpieczną, ale mostek kusił. Troje miejscowych dało się namówić trojgu przyjezdnym, w tamtą stronę przeleźli szczęśliwie, z powrotem zaś popłoch spowodował katastrofę.

Ściśle biorąc, z trojga miejskich gości zapał wykazywało tylko dwoje, trzecie, jedyna ocalała dziewczynka, poddawała się propozycjom dość biernie, nie zgłaszając żadnych sprzeciwów. Na mostek wstąpiła, pokonała go dzielnie i zręcznie, no a potem, w obliczu potwora, zastygła w bezruchu.

Elunia Burska bowiem od samego urodzenia odznaczała się cechą szczególną, mianowicie pod wpływem wszelkich emocji nieruchomiała na kamień. Nawet jako niemowlę, przestraszona czymś lub zachwycona, nie wybuchała rykiem, nie machała rączkami, nie pokwitowała radośnie, tylko zamieniała się w produkt sztuczny, atrapę dziecka, co trwałe dłużej albo krócej, zależnie od rozmiaru doznań. Całe otoczenie przyjmowało to zjawisko jako łaskę boską, bo takie grzeczne i ciche dziecko to sama przyjemność, i przez ładne parę lat nikt z jej skłonnością nie walczył. Później zaś zrobiło się za późno na przeciwdziałanie.



2 из 281