
Raz jeden tylko spowodowała wstrząs potężny. W wieku lat pięciu, na wsi, rzecz jasna pod opieką rodziny, tak samo jak wszyscy, przechodziła przez tor kolejowy. Nikt jej za rękę nie trzymał, bo chodzić i biegać umiała doskonale. Zza dalekiego zakrętu ukazał się pociąg. Ktoś krzyknął: „Pociąg! Szybciej!”, Elunia odwróciła głowę, w odległości prawie kilometra ujrzała pędzącą machinę i oczywiście zamarła.
Aczkolwiek był to pociąg pośpieszny, to jednak kilkaset metrów wystarczało w zupełności, żeby uciec przed nim pięć razy. Elunia jednakże trwała pomiędzy szynami niczym wysoce realistyczna rzeźba, posąg dziewczynki, wyrosły nagle z podkładów kolejowych, niezdolny do najmniejszego drgnięcia.
Pierwsze cztery sekundy poświecono panicznym i bezproduktywnym krzykom, w sekundzie piątej ojciec Eluni zawrócił, uczynił trzy kroki i ściągnął córkę z szyn. Pociąg dawno przeleciał z łomotem, zanim Elunia zdołała wydusić z siebie odpowiedź na liczne pytania, co też jej wpadło do głowy, żeby stać na torze, kiedy pociąg jedzie.
– Nie wiem – powiedziała żałosnym głosikiem. – Ja nie chciałam.
Odpowiedź przyjęto jako wyraz skruchy i żadnej osobie nic rozumnego nie przyszło do głowy.
Potwór z lasu natomiast na jakiś czas utkwił w jej życiorysie. Włamanie, kradzież i ciężkie pobicie całej jednej rodziny kwalifikowały go w pełni do zapudłowania radykalnego, niestety jednak, popełniwszy czyny karalne, uciekł. Był obcy. Nikt go dokładnie nie widział i nikt nie umiał opisać. Gdyby ściął kudły i ubrał się przyzwoicie, nie zostałby rozpoznany, istniały zaś obawy, że podobnych przestępstw odpracuje więcej. Zręczność w działaniu wskazywała na dużą wprawę.
