
– Tym razem uda mi się zatknąć flagę naszej korporacji na szczycie – ze śmiechem oznajmił Rhysowi.
Tamto miłe wspomnienie prysnęło jak mydlana bańka, kiedy usłyszał przerażony głos w słuchawce telefonu:
– Pan Roffe ześlizgnął się ze skalnej półki i spadł na dno przepaści. Przytrzymująca go lina pękła, kiedy wykonywał trawers nad lodowcem…
Oczami wyobraźni widział, jak biedne ciało Sama z głuchym łoskotem zsuwa się po lodzie i niknie w bezdennej przepaści.
Potrząsnął głową, starając się przerwać ponure rozmyślania. Teraz należało solidnie zająć się firmą, pozostawioną przez Roffe'a, a przede wszystkim zawiadomić najbliższych o jego śmierci. Nie było to łatwe, gdyż członkowie tej zacnej rodziny rozproszeni byli po całym świecie. Trzeba będzie też przygotować odpowiednie oświadczenie dla prasy. Dla międzynarodowej finansjery śmierć Roffe'a będzie z pewnością szokiem.
Rhys będzie musiał zrobić wszystko, aby zminimalizować skutki tej nagłej tragedii dla losów firmy, będącej w nie najlepszej kondycji finansowej.
Williams poznał Sama Roffe'a dokładnie dziewięć lat wcześniej. Miał wtedy dwadzieścia pięć lat i zarządzał małą farmaceutyczną firmą. Był energiczny i miał głowę pełną pomysłów. Po niedługim czasie firma rozrosła się do rozmiarów poważnej korporacji, a pochlebne opinie o jej szefie dotarły aż do Roffe'a. Sam wkrótce zaproponował mu współpracę, a kiedy Williams wyraził zgodę, wykupił jego firmę.
– Jesteś mi potrzebny, młody człowieku – oznajmił Roffe podczas ich pierwszego spotkania. – Dlatego właśnie kupiłem twoją firmę…
Ten akt dobrej woli ze strony Sama schlebiał mu, lecz z drugiej strony irytował go.
– A gdybym tak odmówił?
– Nie zrobisz tego, chłopcze. – Sam uśmiechnął się tajemniczo. – Jesteśmy z tej samej gliny: ambitni i żądni władzy.
