– Na razie to coś, co ukryte mam pod spódnicą, wybij sobie z głowy. Na pewno nie pójdę do łóżka z obdartusem, nie mającym zielonego pojęcia o dobrych manierach.

Potem zajrzała mu głęboko w oczy i dodała:

– Będziesz całkiem do rzeczy, kiedy trochę podrośniesz.

Dobre maniery, odpowiedni strój – stało się to jego obsesją. Zapragnął być kimś innym, lepszym, i czuł, że nie zbywa mu na wyobraźni i inteligencji, aby tego dopiąć. Kiedy spoglądał w lustro, widział nie brudnego, niezgrabnego wyrostka, lecz eleganckiego, przystojnego mężczyznę, jakim pragnął być w przyszłości.

Aby spełnić swoje marzenia, zapisał się do szkoły wieczorowej, zaczął także bywać w najlepszych publicznych galeriach sztuki. Prawie nigdy nie rozstawał się z książką i w każdy piątek biegł do teatru, aby przyjrzeć się śmietance towarzyskiej z pierwszych rzędów i z balkonu. Stale oszczędzał na jedzeniu, aby raz w miesiącu pozwolić sobie na obiad w dobrej restauracji, gdzie podpatrywał i naśladował zachowanie się innych. Nic nie uszło jego uwadze. Czynił ogromne postępy w nauce i coraz bardziej zdawał się rozumieć otaczającą go rzeczywistość. Gladys Simpkins wkrótce przestała być dla niego księżniczką. Odkrył, że jest zwykłą prowincjonalną dziewczyną, jakich wiele w każdym większym mieście.

Wkrótce na dobre pożegnał sklep z tekstyliami i przeniósł się do nowocześnie urządzonej apteki, jednej z zaledwie kilku znajdujących się w pobliżu śródmieścia.

Wyglądał dużo poważniej niż na szesnaście lat. Był wysoki i dobrze zbudowany. Pochlebstwami i walijską urodą pozyskiwał sobie przychylność klientek. Czasem kupowały dodatkowo niepotrzebną im aspirynę czy krople do nosa, aby tylko dłużej je obsługiwał.

Choć już dobrze się ubierał i prawidłowo wysławiał, nie był jeszcze w pełni usatysfakcjonowany nie był jeszcze tym Rhysem Williamsem z loży teatralnej, jakim widział siebie w marzeniach.



6 из 220