Dwa lata później został kierownikiem apteki. W dniu objęcia przez Rhysa nowej posady pojawił się nawet sam właściciel londyńskiej sieci aptek i powiedział:

– Zrobiłeś dobry początek, chłopcze. Pracuj tak dalej, a być może któregoś dnia pozwolę ci zarządzać połową moich aptek.

Williams zaśmiał się w duchu. Zarządzanie kilkoma aptekami z pewnością nie było szczytem jego marzeń. Studiował bowiem na wydziale administracyjnym, w nadziei, że kiedyś zarządzać będzie potężną korporacją.

W realizacji planów pomógł mu szef jednej z największych firm zajmujących się sprzedażą leków. Pojawił się któregoś dnia w aptece i widząc Williamsa otoczonego klientkami, oznajmił:

– Marnujesz się tu, mój chłopcze. Zaprowadź mnie do swojego szefa…

Dwa tygodnie później Rhys dostał posadę sprzedawcy w firmie, w której oprócz niego pracowało jeszcze pięćdziesięciu innych sprzedawców. On jednak wyróżniał się spośród wszystkich urodą, inteligencją i nienagannymi manierami.

Podróżował dużo po kraju, sprzedając i reklamując lecznicze specyfiki swojej firmy. W firmie zaczęto cenić jego rady, zwłaszcza że przynosiły wymierne zyski. Z czasem awansował na generalnego dyrektora, wkrótce przyczyniając się do znacznego rozkwitu przedsiębiorstwa.

I w ten oto sposób doszło do spotkania Rhysa Williamsa z królem farmaceutycznego imperium – Samem Roffe'em.

– Jesteś, chłopcze, podobny do mnie – oznajmił Roffe. – Chcesz rządzić światem. Ja ci pokażę, jak się do tego zabrać.

Roffe był doskonałym nauczycielem. Dzięki jego ojcowskiemu wsparciu Williams stawał się podporą potężnego imperium. Koordynował pracę setek tysięcy małych firm porozrzucanych po całym świecie. Wkrótce wiedział o korporacji tyle, co sam Roffe. Właściciel zresztą doceniał trafność podejmowanych przez niego decyzji, co podkreślał przy każdej okazji.

– Za ten złoty interes, jaki ubiłeś z rządem Wenezueli, dostaniesz królewską premię – oświadczył, gdy wracali z Caracas prywatnym, komfortowo urządzonym samolotem boeing 707.



7 из 220