– Nie chcę premii – odparł Williams. – Wolałbym udziały w korporacji i miejsce w zarządzie.

Wiedział jednak, że zasiadają w nim jedynie członkowie najbliższej rodziny właściciela i dla nich przeznaczone były udziały i zyski korporacji.

– Niestety, muszę ci odmówić. Doskonale znasz reguły. Nikt poza rodziną nie może zasiadać w zarządzie. Nawet dla ciebie nie zmienię naszych świętych reguł.

Williams wielokrotnie uczestniczył w posiedzeniach zarządu, lecz – mimo iż był dyrektorem – traktowano go jak gościa.

Sam Roffe był ostatnim męskim potomkiem linii Roffe'ów. Pozostałymi spadkobiercami były kobiety. To właśnie ich mężowie zasiadali w zarządzie korporacji: Walther Gassner, który poślubił Annę Roffe, Ivo Palazzi, mąż Simonetty Roffe, Charles Martel, którego poślubiła Helena Roffe, oraz sir Alec Nichols, syn Marii Roffe.

Williams, podobnie jak Sam, wiedział, że należy mu się miejsce w zarządzie. Na przeszkodzie stały jednak owe święte reguły, których nie wolno było złamać. Wszystko jednak mogło ulec zmianie. Rhys był tego świadom. Czekał więc cierpliwie. Wraz ze śmiercią Roffe'a jego nadzieje nieoczekiwanie mogły się spełnić.

Nagle lampa ponownie zabłysła oślepiającym światłem i w drzwiach stanął Hajib Kafir. Zarządzał filią “Roffe & Sons” w Turcji. Zajmował się sprzedażą produktów firmy.

Był niewysokim mężczyzną o śniadej cerze. Jego niedbały strój świadczył, że nie mógł wracać z jednego z nocnych klubów. Zapewne Sophie wyrwała go z objęć którejś z jego kochanek.

– Panie Williams – zaczął Kafir – proszę mi wybaczyć nieobecność, ale nie przypuszczałem, że nadal przebywa pan w Stambule. Miał pan przecież odlecieć najbliższym samolotem…

– Usiądź, Hajib – przerwał mu Rhys. – Wyślesz telegramy do czterech krajów. Chcę, aby doręczyli je adresatom posłańcy naszej korporacji. Zrozumiałeś?



8 из 220