— Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Osobiście urodziłam każ de z tych dzieci. W przeciwnym razie odebrano by mi je i odesłano do sierocińca.

— Sądząc po wieku, rodziły ci się partiami po pięć lub sześć sztuk?

— Rodzę je, kiedy są jeszcze bardzo małe. Taki mam talent.

Alvin położył worek na ziemi i uściskał kobietę serdecznie.

— Bardzo się cieszę, że mam zaszczyt zapłacić za przywilej przebywania w tak miłosiernym domu.

— Oj… Jakie silne ramiona… — szepnęła Mama Wiewiórka.

— No, to gotowe — odezwał się Arthur Stuart. — Teraz będzie się chwalił tymi ramionami przez cały miesiąc.

— Niepotrzebne wam rąbanie drewna — powiedział Alvin. — Z drzew, które umarły z przyczyn naturalnych, ma się rozumieć.

I nie trzeba zabijać żadnych kleszczy ani węży, które mogłyby wy pełznąć ze sterty drew.

— Najbardziej można nam pomóc, nosząc wodę.

— Podobno w Nueva Barcelona nie ma studni — zdziwił się Alvin. — Ponieważ woda podskórna jest słona.

— Zbieramy deszczówkę jak wszyscy, ale to za mało, choć kąpiemy dzieci tylko raz na tydzień. Więc dla biednych ludzi dwa razy w tygodniu napełnia się publiczną studnię. Dziś ją napełniono.

— Pokaż mi drogę, a zrobię tyle kursów, ile zechcesz.

— Też pójdę, żeby go wspierać duchowo — dodał Arthur Stuart.

— Arthur Stuart ma tak szlachetne serce — wyjaśnił Alvin — że kiedy się napije do syta, przyjdzie tu i wszystko wysiusia.

— Coś takiego. Koncertowi łgarze.

— Powinnaś wysłuchać mojego koncertu na dwóch kłamców i bitego psa — powiedział Alvin.

— Choć tak naprawdę nie krzywdzimy żadnego psa — zapewnił ją szybko Arthur Stuart. — W roli psa występuje specjalnie przyuczony, bardzo niesympatyczny kot.

Mama Wiewiórka roześmiała się głośno i pokręciła głową.

— Przysięgam, nie rozumiem, dlaczego Margaret Larner poślubiła kogoś takiego.



21 из 284