
— Nie uderzyłem go. Nie zamierzałem.
— Ale teraz chcesz uderzyć mnie.
— Nie. Teraz chcę znaleźć tanią gospodę i złożyć worek w bezpiecznym miejscu, zanim znajdziemy coś do jedzenia. Słyszałem, że w Barcy można dobrze zjeść… pod warunkiem że nie brzydzą was ryby podobne do robaków.
— Czy to propozycja wspólnego posiłku? — spytał Abe. — A może propozycja, żebym stąd spływał i zostawił was z waszymi sprawami?
— Zasadniczo propozycja zmiany tematu. Choć chętnie zjem posiłek z tobą i Cozem w tym znakomitym lokalu, jaki znajdziemy.
— O, Coza z nami nie będzie. Właśnie znalazł w porcie miłość swojego życia.
— Tę niezbyt drogą damę, z którą rozmawiał? — spytał Arthur Stuart.
— Napomknąłem, że mógłby sobie poszukać ciut czystszej la dacznicy — przyznał Abe — ale stwierdził, że ona nie taka. A ona stwierdziła, że się w nim zakochała od pierwszego wejrzenia. Tak sobie myślę, że jutro go znajdę pijanego i okradzionego do suchej nitki.
— Dobrze wiedzieć, że go będziesz szukać — powiedział Alvin.
— Oczywiście. — Abe pokazał mu portfel. — Najpierw poszukałem tego, więc zostały mu góra trzy dolary.
Alvin i Arthur roześmieli się jednocześnie.
— To jest twój talent? — spytał Arthur Stuart. — Wyciąganie portfeli?
— O nie — odparł Lincoln. — Nie trzeba talentu, żeby okraść Coza. Nie zauważyłby, gdybym mu zabrał nos. Zwłaszcza kiedy ta dziewczyna robiła do niego słodkie oczy.
— Ona by zauważyła.
— Musowo. Ale nic nie powiedziała.
— A ponieważ sama zamierzała położyć rękę na tym portfelu — rzekł Alvin — bo widziała, że już sprzedaliście cały towar, czy nie powinna czegoś powiedzieć?
— No to chyba nie zauważyła.
— Albo zauważyła, ale jej to nie obeszło.
Abe zastanawiał się przez chwilę.
— Chcesz powiedzieć, że warto by zajrzeć do tego portfela?
— Warto by.
