— Śmieszne — zgodził się Alvin. — Zjedzmy coś.

— Jakim cudem? Nie mam ani grosza. Nawet na powrót.

— Zapraszamy cię. — Nie mogę na to pozwolić.

— Dlaczego?

— Bo byłbym twoim dłużnikiem — Uratowaliśmy ci to twoje głupie życie — przypomniał mu Alvin. — Masz u mnie taki dług, że od każdego twojego oddechu powinienem sobie liczyć odsetki.

Abe zadumał się przelotnie nad tą kwestią.

— Za grosz zrozumienia — podsumował.

— Amerykanie mówią „za centa” — podsunął życzliwie Arthur Stuart.

— Mama mnie nauczyła mówić „za grosz” — warknął Abe. — A skoro mam dokładnie tyle samo groszy, ile centów, wolę te z przekleństwa.

— To było przekleństwo?

— W duchu kląłem tak strasznie, że każdy marynarz wolałby sobie wepchnąć patyki w uszy, niż to słyszeć. Głośno powiedziałem tylko to o groszu.

Oczywiście przez cały czas Alvin szukał złodziei przenikaczem. Najpierw znalazł Coza, częściowo dlatego, że kobieta mogła jeszcze z nim być, częściowo by się upewnić, że nic mu się nie stało. Znalazł płomień jego serca, akurat gdy Coz dostawał pałką w głowę w jakimś zaułku. Nie było problemem sprawienie, by pałka nie zrobiła mu krzywdy. Upadł na tyle przekonująco, że tamci dwoje nie poczuli potrzeby przyłożenia mu ponownie. Ocknie się bez bólu głowy.

Tymczasem kobieta i mężczyzna ruszyli przed siebie jakby nigdy nic. Alvin przenikaczem ich przeszukał i po chwili znalazł pieniądze. Rozluźnienie splotu nitek w kieszeni mężczyzny i torbie kobiety nie było trudne — podobnie jak nadanie złotym monetom odpowiedniego poślizgu. Jak również sprawienie, by upadły bez najmniejszego brzęku. Cały dowcip polegał na tym, żeby monety nie prześliznęły się pomiędzy deskami i nie wpadły w wodę pod pomostem.


Oczywiście Arthur Stuart był już odpowiednio doświadczony i wykształcony, by wiedzieć, co robi Alvin. Dlatego przeciągał rozmowę, by dać mu czas.



6 из 284