
Na swój sposób, pomyślał Alvin, sami jesteśmy jak złodzieje. Arthur Stuart wystawia Abe’a, zagaduje go, żeby rozproszyć jego uwagę, a ja kradnę. A właściwie odkradam to, co zostało skradzione.
— No to chodźmy jeść — powiedział Arthur Stuart — zamiast gadać o jedzeniu.
— Gdzie znajdziemy jedzenie zdatne do spożycia? — spytał Alvin.
— Chyba tutaj — odparł Arthur Stuart, ruszając bez wahania w stronę zaułka z rozsypanymi monetami.
— E, nie wydaje mi się — mruknął Abe.
— Zaufaj mi — zapewnił go Arthur Stuart. — Mam nosa do dobrego jedzenia.
— To prawda. On ma nosa, a ja usta, zęby i język — dodał Alvin.
— Dorzucam do puli mój brzuch — zgłosił Abe.
Zaprowadzili go w zaułek — i niech to, minąłby pieniądze, nie widząc ich!
— Abe — napomniał go Alvin — co, nie widzisz tych złotych monet?
— To nie moje.
— Kto znajduje, ten skacze, kto gubi, ten płacze — rzekł sentencjonalnie Arthur Stuart.
— Może i coś straciłem, ale nie płaczę — przyznał Abe.
— A teraz znalazłeś — dodał Arthur. — Więc o co chodzi?
Abe rzucił im spojrzenie z ukosa.
— Powinniśmy zabrać te pieniądze i oddać właścicielowi.
Ktoś zaraz gorzko zapłacze z powodu dziury w kieszeni.
— Być może — mruknął Alvin i zaczął zbierać monety. Arthur Stuart poszedł w jego ślady. Okazało się, że suma jest całkiem spora.
— W coś to trzeba włożyć — oznajmił Alvin. — Może w te puste portfele, co?
Alvin spodziewał się, że teraz Abe zrozumie, że dokładnie tyle stracił.
Ale pieniędzy było więcej. O wiele więcej.
Arthur Stuart zaczął się śmiać. Śmiał się tak, że aż po policzkach popłynęły mu strugi łez.
— I kto teraz płacze? — mruknął Abe.
— On się śmieje. Ze mnie — wyjaśnił Alvin.
— Dlaczego?
— Bo całkiem po prostu nie pomyślałem, że zapewne nie byliście ich pierwszymi ofiarami.
