
Tovy nie opuszczało więc wrażenie, że oto stoi sama w otaczającym ją pustym wszechświecie.
Twarz Nataniela wyrażała przygnębienie. Nadeszła chwila ostatecznego rozstrzygnięcia. Wszystko zależało od tego, jak wiele zdołał się nauczyć, ile może dokonać dzięki swym zdolnościom…
– Zaczekamy, aż mgła się podniesie? – spytał Ian.
– O tak późnej porze trudno stwierdzić, czy mgła ma zamiar się podnieść, opuścić czy w ogóle poruszyć – odparł Marco. – Proponuję, byśmy skryli się przed wiatrem i trochę odczekali. Nie ma sensu pchać się w tę watę i marnować czas, błąkając się po omacku.
– Dobrze, zróbmy więc tak, jak proponujesz – zgodził się Nataniel. – Zaczekajmy tutaj.
Schronili się za najbliższy występ skalny, w błogie zacisze. To jak zanurzenie się w ciepły puch, pomyślał Gabriel, rozcierając uszy. W pewnej chwili Marco zaczął się głośno zastanawiać, czy mimo wszystko nie powinni podjąć wędrówki przynajmniej wzdłuż zbocza i sprawdzić, czy nie widać gdzieś przypominających obeliski skał, ale Nataniel odradził. Góry wyglądały na niedostępne zarówno z prawej, jak i lewej strony. Jedyna możliwa do pokonania droga prowadziła od przełęczy żlebem w dół.
Pozostawało im więc tylko czekać.
– Wydaje mi się, że się podnosi – oświadczyła nagle Tova.
– Mgła? Rzeczywiście na to wygląda, choć równie dobrze mogłaby opaść – przyznał Marco.
– Runego jeszcze widać – powiedział Gabriel.
Popatrzyli za jego wzrokiem, choć nie mieli zamiaru oglądać się na lodowiec. Dla nich był już zamkniętym rozdziałem.
– Chodzi ci o ten maleńki punkcik tam daleko? Tuż przy drugim krańcu? – spytała Tova.
– Tak.
– Biedny Rune – Tova dała upust swym uczuciom.
Wszyscy myśleli podobnie. Rune, samotny, samotny po wielekroć…
Nagle Marco stanął jak wryty.
