
Otworzyła drzwi na oścież. – Nie chcę cię nigdy więcej widzieć. Do diabła z tobą, twoją rodziną i waszymi przeklętymi pieniędzmi! Zabiliście ją, zabiliście moją siostrę. Wy dranie! – Jej dłoń znów sama poleciała do góry, ale tym razem Mark zdołał złapać Tammy za nadgarstek i wykręcić jej rękę do tyłu.
Korytarzem przechodziła akurat jakaś para w średnim wieku. Nieznajomi przystanęli, zaniepokojeni.
– Niech pan puści tę panią! – zainterweniował mężczyzna. Mark zaklął, wepchnął Tammy z powrotem do pokoju i zatrzasnął drzwi. Chwycił również jej drugą dłoń i obie unieruchomił za jej plecami.
– Co ty za brednie wygadujesz? Moja rodzina zabiła Larę?
– Tak! Czytałam list, który napisała do mnie przed czterema miesiącami – rzuciła mu prosto w twarz oskarżycielskim tonem. Mark trzymał ją jak w kleszczach, mocno przyciskając do swego torsu, lecz była zbyt rozgorączkowana, by zwracać na to uwagę. – Moja siostra umierała ze strachu o siebie i synka, dlatego wysłała Henry'ego do mnie. Jej mąż brał narkotyki, miał dziwnych znajomych, prawie nietrzeźwiał…
– Nic nowego.
Zatkało ją na moment.
– Jak to? Wiedziałeś o tym?
– Każdy wiedział. Mojemu kuzynowi od urodzenia pozwalano na wszystko. Wyrósł na aroganckiego cymbała, który z nikim i niczym się nie liczył. Uzależnił się od alkoholu, zanim skończył osiemnaście lat. Lara nie miała złudzeń, za kogo wychodzi.
– Czemu więc to zrobiła? – jęknęła Tammy.
Mark ponuro popatrzył na skrawki papieru zaścielające dywan.
– Dziwisz się? Przecież dzięki temu została księżną.
– I drogo za to zapłaciła.
Zamilkli oboje.
Był tak blisko… Tammy czuła jego ciepły oddech na swoim czole.
– Puść mnie – zażądała.
Spojrzał na nią, a jego oczy błysnęły dziwnie.
– A nie spróbujesz mnie znowu uderzyć?
– Nie wiem – wyznała uczciwie.
– W takim razie nie puszczę.
– A może po prostu wyjdź i zostaw mnie w spokoju?
