Dziecko zasnęło w objęciach pani Owens, która kołysała je ostrożnie, śpiewając mu starą piosenkę. Nauczyła ją jej matka, gdy ona sama była dzieckiem, w czasach kiedy mężczyźni po raz pierwszy zaczęli nosić pudrowane peruki.

Piosenka brzmiała tak:

Śpij, maleńki, słodko śpij, pośpij jeszcze chwilę, gdy dorośniesz, ruszysz w świat, jeśli się nie mylę. Poznasz miłość, tańca krzynę, znajdziesz skarb i swoje imię…

I pani Owens odśpiewała ją całą, nim odkryła, że zapomniała jak się kończy. Miała wrażenie, że ostatnia linijka brzmiała coś jakby „i oślizgłe gile", ale być może zakończenie to pochodziło z zupełnie innej kołysanki. Urwała zatem i zamiast tego zaśpiewała tę o dwóch kotkach, szaroburych obydwóch, a potem swym ciepłym, mocnym głosem odśpiewała kolejną, nowszą, o chłopczyku, na którego z popielnika mruga iskiereczka. Zaczęła właśnie długą balladę o pewnym hrabim, którego żona, strapiona romansem męża, zmarła ze zgryzoty, gdy Silas wyłonił się zza narożnika budynku. W dłoniach trzymał kartonowe pudełko.

— Proszę bardzo, pani Owens — rzekł. — Mnóstwo dobrych rzeczy dla rosnącego chłopca. Możemy je schować w krypcie, prawda?

Kłódka odpadła mu w dłoni, pociągnął żelazne drzwi. Pani Owens weszła do środka, rozglądając się z powątpiewaniem po półkach i starych drewnianych ławkach ustawionych pod ścianą. W jednym kącie leżały spleśniałe pudła, pełne starych ksiąg parafialnych, za otwartymi drzwiami w drugim dostrzegła wiktoriańską toaletę i umywalnię.

Chłopczyk otworzył oczy, patrząc ciekawie.

— Jedzenie możemy zostawić tutaj — oznajmił Silas. — Jest chłodno, więc się nie zepsuje. — Sięgnął do pudełka i wyciągnął banana.

— A cóż to takiego i z czego to zrobiono? — Pani Owens przyjrzała się podejrzliwie żółto-brązowemu przedmiotowi.



14 из 194