Nawet powtarzane bez końca rytuały nie potrafiły utrzymać jej przy życiu. Później zastanawiał się, czy może jednego z nich nie wykonał jak należy, może pomylił się tamtego ranka w liczeniu, a może istniał jakiś rytuał, który po dodaniu do listy mógł wszystko odmienić. Teraz nie miało to już znaczenia. Matka odeszła. Żałował, że nie został w domu. Zawsze martwił się o nią, gdy był w szkole, bo przebywając z dala od niej, tracił kontrolę nad jej życiem. Domowe rytuały nie działały w szkole. Trudniej było je wykonywać, bo szkoła miała swoje własne zasady i własne rytuały. David próbował stosować je w zamian, ale to nie było to samo. Teraz matka zapłaciła za to najwyższą cenę.

I wtedy David, zawstydzony swoją porażką, wybuchnął płaczem.


Potem nadeszły dni, z których David zapamiętał jak przez mgłę sąsiadów i krewnych – wysokich, dziwnych mężczyzn, którzy mierzwili mu włosy i wręczali szylinga, oraz wielkie kobiety w czarnych sukniach, które z płaczem przytulały go do piersi, napełniając jego nozdrza zapachem perfum i naftaliny. Siedział do późnej nocy wciśnięty w kąt salonu, podczas gdy dorośli snuli opowieści o matce, których nigdy nie słyszał; o dziwnym stworzeniu, zupełnie mu obcym – o dziecku, które nie płakało, kiedy zmarła jego starsza siostra, bo nie chciało uwierzyć, że ktoś tak mu drogi mógł zniknąć na zawsze i nigdy nie wrócić; o dziewczynce, która na jeden dzień uciekła z domu, bo ojciec zniecierpliwiony jakimś jej drobnym przewinieniem powiedział, że odda ją Cyganom; o pięknej kobiecie w jasnoczerwonej sukni, którą ojciec Davida sprzątnął sprzed nosa innemu mężczyźnie; o zjawiskowej piękności w bieli w dzień ślubu, która ukłuła się w palec kolcem róży i poplamiła suknię w bardzo widocznym miejscu.



5 из 259