Davidowi powierzono więc pieczę nad książkami matki i dodał je do tych, które zakupiono z myślą o nim. Były to opowieści o rycerzach i żołnierzach, smokach i morskich potworach, ludowe opowiastki i baśnie. Takie historie matka uwielbiała w dzieciństwie i takie czytał jej, gdy choroba czyniła coraz większe postępy, ograniczając jej głos do szeptu, a oddech do szorstkiego dźwięku, który przypominał papier ścierny trący o butwiejące drewno. W końcu nawet i ten wysiłek okazał się dla niej zbyt wielki i przestała oddychać. Po jej śmierci starał się unikać tych starych opowieści, bo za bardzo przypominały mu matkę, by mógł się nimi cieszyć. One jednak nie dawały tak łatwo o sobie zapomnieć i zaczęły go przyzywać. Wydawało się, a przynajmniej on zaczął w to wierzyć, że rozpoznały w nim coś dziwnego; coś, co może przynieść owoce. Słyszał, jak rozmawiają: początkowo cichutko, potem coraz głośniej i coraz bardziej przekonująco.

Opowieści te były bardzo stare, tak stare jak ludzie, a przetrwały wyłącznie dzięki swej sile. Pozostawały w głowie długo po odłożeniu na półkę książek, w których były zamknięte. Były jednocześnie ucieczką od rzeczywistości i inną jej wersją. Były tak stare i tak dziwne, że potrafiły istnieć niezależnie od stron, które zajmowały. Świat starych opowieści istnieje równolegle do naszego, powiedziała kiedyś Davidowi matka, lecz czasami oddzielający je mur staje się tak cienki i delikatny, że dwa światy zaczynają się przenikać.

I wtedy właśnie zaczęły się kłopoty.

Wtedy pojawiły się złe rzeczy.

Wtedy Davidowi zaczął ukazywać się Garbus

II

O Rose, doktorze Moberleyu i o tym, jak ważne są szczegóły

O dziwo, krótko po śmierci matki David doznał uczucia niemal ulgi.



9 из 259