
— Powinnaś wszczepić jej też nadajnik, żeby mogła wezwać pomoc.
Gilchrist majstrował przy metalowym pudełku. Pokręcił z niezadowoleniem głową, a wtedy Kivrin trochę wyżej podniosła złączone ręce. Jeden z rękawów osunął się nieco, odsłaniając wyraźne skaleczenie na przegubie.
— Coś jest nie w porządku — powiedział Dunworthy do Mary. — Ona krwawi.
Z rany na przegubie istotnie ciekła wąska czerwona strużka.
Kivrin znowu mówiła do złożonych rąk. Umilkła dopiero wtedy, kiedy usatysfakcjonowany Gilchrist skinął głową. Chwilę później spojrzała w bok, dostrzegła Dunworthy’ego i posłała mu radosny uśmiech. Krwawiła także z rany na skroni, i to tak bardzo, że jasne włosy przylepiły się do skóry. Gilchrist odruchowo zerknął w to samo miejsce co dziewczyna, zmarszczył brwi, a następnie szybkim krokiem ruszył w kierunku szklanego przepierzenia.
Dunworthy z wściekłością załomotał pięścią w szybę.
— Jeszcze nawet nie wyruszyła, a już jest ranna!
Gilchrist podszedł do tablicy z przełącznikami, wcisnął jeden z guzików, po czym wrócił przed szklaną ścianę i zatrzymał się przed Dunworthym.
— Witam, panie Dunworthy. — Lekko skinął głową. — I panią, doktor Ahrens. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że przyszliście odprowadzić Kivrin.
Dwa ostatnie słowa wypowiedział z wyraźnym naciskiem, tak że zabrzmiały prawie jak groźba.
— Co jej się stało? — zapytał Dunworthy.
Gilchrist sprawiał wrażenie zaskoczonego.
— A co miałoby się stać?
Kivrin zmierzała w stronę szklanego przepierzenia, podtrzymując suknię zakrwawioną ręką. Teraz, kiedy była bliżej, Dunworthy dostrzegł także fioletowy siniak pod lewym okiem.
— Chcę z nią porozmawiać — oświadczył stanowczo.
— Obawiam się, że nie ma na to czasu — odparł Gilchrist. — Musimy ściśle trzymać się harmonogramu.
