
— Muszę z nią porozmawiać! Natychmiast!
Gilchrist tak mocno zacisnął usta, że po obu stronach jego nosa pojawiły się białe pionowe kreski.
— Pozwolę sobie przypomnieć panu, panie Dunworthy — wycedził lodowatym tonem — że to przedsięwzięcie zorganizował college Brasenose, a nie Balliol. Naturalnie jestem panu zobowiązany za to, że zechciał pan wypożyczyć nam waszego technika oraz doceniam pańskie wieloletnie doświadczenie, niemniej jednak pragnę pana zapewnić, że całkowicie panuję nad sytuacją.
— Wobec tego, czemu ta dziewczyna jest ranna, choć jeszcze nie dokonała przeskoku?
— Jak to miło, że pan przyszedł, panie Dunworthy! — zawołała Kivrin, podchodząc do szyby. — Bałam się, że nie zdążę powiedzieć panu do widzenia. Ach, jakie to wszystko ekscytujące!
Ekscytujące.
— Kivrin, ty krwawisz. Co się stało?
— Nic. — Dziewczyna delikatnie dotknęła skroni i spojrzała na palce. — To część przebrania. — Dopiero teraz zauważyła Mary stojącą w głębi pomieszczenia obserwacyjnego. — Doktor Ahrens! Cieszę się, że panią widzę.
Mary zrobiła krok naprzód, wciąż trzymając w ręku torbę z prezentami.
— Chciałam zobaczyć miejsce po szczepionce — powiedziała.
— Miałaś jakieś inne objawy poza opuchlizną? Swędzenie albo coś w tym rodzaju?
— Proszę się nie obawiać, wszystko jest w porządku.
Kivrin podciągnęła rękaw, po czym prawie natychmiast pozwoliła mu opaść, tak że Mary nie zdążyła dobrze przyjrzeć się wewnętrznej stronie przedramienia. Zdążyła natomiast dostrzec kolejny siniak, rozległy i prawie czarny.
— Może ktoś zechciałby mi wyjaśnić, dlaczego ona krwawi? — zapytał Dunworthy, z trudem zachowując spokój.
— Już panu mówiłam, że to część przebrania. Nazywam się Isabel de Beauvrier i w trakcie podróży zostałam napadnięta przez zbójców. — Kivrin wskazała za siebie, na zniszczony wóz i porozrzucane bagaże. — Zabrali wszystko, co przedstawiało jakąś wartość, mnie zaś zostawili na pewną śmierć. Przecież to pański pomysł, panie Dunworthy — dodała z wyrzutem.
