
Badri ponownie przesunął ramię dziewczyny, przez kilka sekund stał nad nią, przyglądając się jej ze zmarszczonymi brwiami, po czym wrócił do konsolety. Natychmiast dołączyli do niego Gilchrist i Latimer. Montoya cofnęła się o krok, by zrobić im miejsce przy pulpicie. Badri rzucił krótkie polecenie do mikrofonu i spod sufitu opuściła się półprzeźroczysta zasłona, spowijając Kivrin niczym biały całun.
— Byłyśmy bardzo zadowolone z wyprawy. Wróciłyśmy do domu bez jednego zadrapania.
Dolna krawędź zasłony zetknęła się z podłogą i znieruchomiała.
— Uważaj na siebie — wyszeptał Dunworthy.
Mary ujęła go za rękę.
Latimer i Gilchrist nie odrywali wzroku od ekranów, przez które w oszałamiającym tempie mknęły kolumny liczb. Montoya po raz kolejny zerknęła na zegarek, Badri zaś pochylił się do przodu i dotknął przycisku otwierającego sieć. Powietrze za zasłoną zamigotało, jakby nagle zaczął padać tam śnieg.
— Nie rób tego, Kivrin — powiedział Dunworthy.
ZAPIS Z KSIĘGI SĄDU OSTATECZNEGO (000008–000242)
Pierwszy zapis. 22 grudnia 2054, Oxford. Będą to moje obserwacje dotyczące życia w Oxfordshire w Anglii między 13 a 28 grudnia 1320 (według starej rachuby czasu).
(przerwa)
Panie Dunworthy, nazwałam ten mówiony dziennik Księgą Sądu Ostatecznego, ponieważ w założeniu ma stanowić dokumentalny opis życia w średniowieczu, czym w gruncie rzeczy była księga katastralna spisana na polecenie Wilhelma Zdobywcy, choć jemu chodziło zapewne tylko o to, aby upewnić się, że ściągnął od podwładnych wszystkie podatki i należności.
Nazwałam tak mój dziennik również ze względu na pana, ponieważ zdaje się pan być pewien, że przydarzy mi się coś okropnego.
