— Suknia, którą panna Engle ma na sobie, została ręcznie uszyta z materiału ufarbowanego w wywarze z roślin sporządzonym według oryginalnego średniowiecznego przepisu, natomiast panna Montoya przeprowadziła szczegółowe badania archeologiczne wioski Skendgate, w której Kivrin spędzi najbliższe dwa tygodnie.

— Jeśli tam dotrze — mruknął Dunworthy.

— James!

— A jak wielki zadaliście sobie trud, by ustalić, czy ów hipotetyczny podróżny, który zjawi się po 1,6 godziny, nie odstawi jej do klasztoru w Godstow albo do burdelu w Londynie, albo nie stanie się świadkiem samego przeskoku i uzna ją za wiedźmę? Co uczyniliście, aby mieć pewność, że ów podróżny okaże się rzeczywiście podróżnym, a nie jednym z bandytów, którzy w tamtych czasach, jak sam pan powiedział, napadali na 42,5 procent ludzi przemieszczających się po gościńcach?

— Sekcja prawdopodobieństwa zapewniła nas, że szanse na to, by ktoś zobaczył ją w chwili dokonywania przeskoku wynoszą zaledwie 1:25, jeśli zaś chodzi o…

— Patrzcie, przyszedł Badri! — wykrzyknęła Mary, podnosząc się z krzesła i stając w taki sposób, by rozdzielić Gilchrista i Dunworthy’ego. — Nie ma co, szybko się pan uwinął. Zlokalizował ją pan?

Badri był bez płaszcza, w przemoczonym fartuchu, twarz miał siną z zimna.

— Musiał pan nieźle zmarznąć — zauważyła Mary. — Proszę, niech pan siada. — Wskazała wolne krzesło obok Latimera. — Zaraz przyniosę panu brandy.

— Zlokalizował ją pan? — powtórzył pytanie Dunworthy.

Nie tylko fartuch Badriego ociekał wodą; także koszula, spodnie i buty technika były zupełnie mokre.

— Tak — powiedział, szczękając zębami.

— Znakomicie! — zawołał Gilchrist, klepiąc go po ramieniu. — Wydawało mi się, że mówił pan o co najmniej godzinie. Trzeba to uczcić. — Podniósł się z krzesła. — Macie tu szampana? — zawołał do barmana, po czym jeszcze raz poklepał technika po ramieniu i ruszył w stronę baru.



38 из 709