
— Nie podoba mi się sposób, w jaki sekcja średniowiecza przygotowuje ten przeskok — oświadczył. — A poza tym, nawet jeśli robią co trzeba, młoda kobieta nie powinna udawać się bez opieki w sam środek średniowiecza.
— Wszystko zostało starannie przygotowane — zapewniła go po raz kolejny. — Jestem Isabel de Beauvrier, córką Gilberta de Beauvrier, szlachcica, który w latach 1276-1332 żył we Wschodnim Riding.
— Możesz mi powiedzieć, co córka szlachcica z Yorkshire robiła zupełnie sama na drodze z Oxfordu do Bath?
— Wcale nie byłam tam sama, tylko w towarzystwie służby. Jechaliśmy do Evesham do mojego brata, który cierpi złożony chorobą w tamtejszym klasztorze, ale zostaliśmy napadnięci przez rabusiów.
— Przez rabusiów — powtórzył, spoglądając na nią znad okularów.
— Przecież to pański pomysł. Sam pan powiedział, że w średniowieczu kobiety nigdy nie podróżowały same. Niestety, moi słudzy okazali się tchórzami, bo uciekli gdzie ich oczy poniosły, bandyci zaś zabrali konie i wszystkie cenne przedmioty. Pan Gilchrist uważa, że to całkiem sensowna historia. Prawdopodobieństwo, że…
— Historia jest sensowna, bo w średniowieczu aż roiło się od morderców i złodziei.
— Wiem, wiem — odparła ze zniecierpliwieniem. — Podobnie jak od nosicieli chorób zakaźnych, rycerzy szukających łatwego łupu oraz mnóstwa innych nieprzyjemnych typów. Czy wtedy nie było zwyczajnych, miłych ludzi?
— Owszem, byli, tyle że zajmowali się paleniem czarownic na stosach.
Doszła do wniosku, że należy zmienić temat.
— Przyszłam pokazać panu mój strój — powiedziała, obracając się powoli, żeby mógł przyjrzeć się niebieskiej sukni i szubie podszytej króliczym futerkiem. — Naturalnie, zanim dokonam przeskoku, rozpuszczę włosy.
— Zakładanie białych rzeczy nie ma najmniejszego sensu — stwierdził. — Wybrudzą się szybciej, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić.
