
Technik podniósł rękę do czoła.
— Coś jest nie w porządku… — wyszeptał.
— Ale co?! — ryknął Dunworthy. — Poślizg? Chodzi o poślizg?
— P… p… poślizg?… — powtórzył technik. Jego ciałem wstrząsały tak silne dreszcze, że miał trudności z wypowiedzeniem nawet tego krótkiego słowa.
— Czy pan aby dobrze się czuje? — zapytała Mary.
Na twarzy Badriego ponownie pojawił się wyraz dziwnego, otępiałego skupienia, jakby technik szukał odpowiedzi na pytanie, którego nie udało mu się do końca zrozumieć.
— Nie — powiedział wreszcie i osunął się na konsoletę.
3.
Zaraz po przeskoku usłyszała dźwięk dzwonu. Wydawał się dziwnie słaby i mało dostojny, zupełnie jak kuranty wygrywające kolędy na High Street. Teoretycznie do wnętrza laboratorium nie powinny docierać żadne odgłosy z zewnątrz, ale za każdym razem, kiedy ktoś wchodził lub wychodził, do pomieszczenia przedostawały się fragmenty przesłodzonych, odtwarzanych w przeraźliwie jednostajnym rytmie melodii.
Najpierw przyszła doktor Ahrens, jakiś czas potem pan Dunworthy. Kivrin była przekonana, iż oboje zjawili się głównie po to, by odwieść ją od udziału w eksperymencie. Niewiele brakowało, a doktor Ahrens dopięłaby swego jeszcze w szpitalu, kiedy na przedramieniu Kivrin, w miejscu, w którym ją zaszczepiono, pojawiła się ogromna czerwona opuchlizna.
— Nie ruszysz się stąd ani na krok dopóty, dopóki to całkowicie nie zniknie — oświadczyła doktor Ahrens i odmówiła wypisania jej ze szpitala.
Miejsce po szczepionce wciąż jeszcze trochę swędziało, lecz Kivrin nie miała najmniejszego zamiaru mówić o tym doktor Ahrens, ponieważ ta z pewnością powtórzyłaby wszystko panu Dunworthy’emu, który i bez tego odchodził od zmysłów z niepokoju.
Minęły już dwa lata od chwili, kiedy po raz pierwszy powiedziałam mu o moich zamiarach, pomyślała Kivrin. Pełne dwa lata, a mimo to, kiedy wczoraj przyszła pokazać mu suknię, wciąż próbował ją przekonać.
