
— Pozwolę sobie zwrócić panu uwagę, że jedyny problem, jaki napotkaliśmy do tej pory, wiąże się z faktem, iż podesłał nam pan technika nadużywającego endorfiny — oznajmił Gilchrist lodowatym tonem, po czym sięgnął po aparat. — Sam zadecyduję, czy i kiedy należy przerwać eksperyment.
Telefon zadzwonił mu w ręku.
— Gilchrist, słucham?… Chwileczkę.
Wręczył aparat Dunworthy’emu.
— Dzięki Bogu! — wykrzyknął Finch. Na jego twarzy malował się wyraz udręki. — Wszędzie pana szukam. Nie uwierzy pan, jakie miałem kłopoty!
— Zatrzymano mnie w klinice — przerwał mu Dunworthy, nie czekając aż jego sekretarz przedstawi mu dokładny rejestr swoich niepowodzeń. — A teraz proszę słuchać uważnie: musi pan przynieść z kwestury teczkę z aktami osobowymi Badriego Chaudhuri. Kiedy tylko ją pan znajdzie, zadzwoni pan do doktor Ahrens. Jest tutaj, w klinice. Proszę mówić, że ma pan dla niej ważną wiadomość i musi z nią osobiście porozmawiać. Ona panu powie, jakich konkretnie informacji potrzebuje.
Finch szybko notował polecenia.
— Zaraz potem pójdzie pan do New College, do głównego opiekuna studentów. Powie mu pan, żeby koniecznie się ze mną skontaktował i poda mu ten numer telefonu. Sprawa jest gardłowa: musi jak najprędzej odszukać Basingame’a i ściągnąć go z powrotem do Oxfordu.
— Myśli pan, że to możliwe?
— Czemu nie? Jest jakaś wiadomość od Basingame’a? A może coś mu się stało?
— Nic o tym nie wiem, proszę pana.
— A więc czemu miałby nie wrócić? Przecież tylko pojechał na ryby. Kiedy już porozmawia pan z głównym opiekunem, proszę spróbować zasięgnąć języka wśród personelu i studentów, naturalnie, jeśli ktoś tam będzie. Może ktoś z nich wie, gdzie można go znaleźć? Przy okazji niech pan się dowie, czy któryś z ich techników został na ferie w Oxfordzie.
