Przysunęła do stołu dwa krzesła i usiadła na jednym z nich.

— Zawiadomiliśmy Światowe Centrum Badań nad Grypą w Londynie i wysłaliśmy im próbki w celu przeprowadzenia szczegółowych badań. Zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia dotyczącymi zapobiegania epidemiom, do chwili otrzymania wyników będzie obowiązywała całkowita kwarantanna.

Jednym szarpnięciem rozerwała opakowanie ze sterylnymi rękawicami.

— Epidemia! — parsknął Gilchrist, mierząc Dunworthy’ego wściekłym spojrzeniem, jakby podejrzewał go o umyślne sprowadzenie choroby, aby skompromitować sekcję średniowiecza.

— To jeszcze nic pewnego — odparła Mary, rozrywając kolejny pakunek. — Na razie nie ma mowy o żadnej epidemii, ponieważ zarejestrowaliśmy tylko ten jeden przypadek. Sprawdziliśmy historie chorób z ostatnich kilku miesięcy i nie znaleźliśmy nikogo, kto skarżyłby się na podobne dolegliwości.

— W jaki sposób mógł się zarazić? — zapytał Gilchrist, wciąż łypiąc nieżyczliwie na Dunworthy’ego. — Wydaje mi się, że pan Dunworthy powinien interesować się stanem zdrowia swoich podwładnych.

— Badri jest pracownikiem Uniwersytetu, jak pan i ja, więc na początku każdego semestru powinien przejść okresowe badania i niezbędne szczepienia.

— Pani nie wie, czy tak się stało?

— Podczas ferii sekretariat Uniwersytetu jest nieczynny, a główny komputer nic mi nie powie, bo nie znam numeru ubezpieczenia Badriego.

— Posłałem mojego sekretarza do kwestora, żeby sprawdził, czy nie ma tam zwykłych, staromodnych kart osobowych wszystkich pracowników Uniwersytetu — oznajmił Dunworthy. — Gdyby je znalazł, mielibyśmy przynajmniej ten przeklęty numer.

Mary skinęła głową.

— Otóż to. A wtedy, wiedząc przeciwko czemu był szczepiony, łatwiej zdołamy zidentyfikować wirusa. Możliwe, że Badri inaczej reaguje na szczepionki albo że z jakichś powodów nie odbył obowiązkowych badań. Wiesz może jakiego jest wyznania? — zapytała Dunworthy’ego. — Oby nie był nowohinduistą.



81 из 709