
— Gdzie jest moja różdżka? — zapytał żonę.
— Wsadziłam ją do worka razem z kijami golfowymi — poinformowała go.
Pan Dee odnalazł różdżkę i pomachał nią nad zebranymi ingrediencjami. Wymamrotał trzy słowa zaklęcia zwanego Uwolnieniem, a potem wezwał swego ojca po imieniu.
Z dywanu uniosła się natychmiast wstążka dymu.
— Witaj, dziadku! — odezwała się pani Dee.
— Tato, przykro mi, że ci przeszkadzam — stwierdził pan Dee. — Jednak mój syn, a twój wnuczek, odmawia zostania czarownikiem. Chce być… księgowym.
Wstęga dymu zadrżała, potem wyprostowała się i uformowała literę z Pradawnego Języka.
— Tak — odpowiedział pan Dee. — Próbowaliśmy mu to wyperswadować. Jednak chłopak jest nieugięty.
Kłąb zadrżał ponownie i nakreślił w powietrzu kolejną literę.
— Przypuszczam, że tak będzie najlepiej — stwierdził pan Dee. — Przestraszysz go do nieprzytomności i raz na zawsze zapomni o tej bzdurnej księgowości. To okrutne, ale lepsze niż Boarbas.
Wstęga dymu kiwnęła twierdząco i popłynęła w stronę pokoju Mortona. Pan i pani Dee usiedli na kanapie.
Drzwi pokoju chłopca otworzyły się z hukiem, jakby wypchnięte przez poryw jakiejś gigantycznej wichury. Morton podniósł wzrok, zmarszczył brwi, po czym wrócił do lektury swoich książek.
Pasmo dymu zmieniło się w skrzydlatego lwa z ogonem rekina, który ryknął szkaradnie, przycupnął, warknął, po czym przygotował się do skoku.
Morton spojrzał, uniósł brwi i dalej zapisywał kolumny cyfr w notesie.
Lew zmienił się w trzygłową jaszczurkę o straszliwych bokach, dymiących świeżą krwią ofiar. Wydmuchując jęzory ognia, jaszczurka ruszyła na chłopca.
Morton skończył dodawanie kolumny cyfr, sprawdził rezultat na liczydłach i popatrzył na jaszczurkę.
Wtedy jaszczurka ze skrzekiem zamieniła się w olbrzymiego, mamroczącego coś nietoperza. Zaczął on fruwać wokół głowy chłopca, zawodząc i wyjąc paskudnie.
