
Na tym tle wybijała się praca Moniki. Nauczyciel czytał równe rządki pisma. Kaligrafia jest ciekawa, niektóre litery Serbka pisze inaczej, niż jest to przyjęte w Polsce, ale każda z nich jest pięknie dopracowana. Praca wyglądała nieomal jak wydruk. Dziewczyna używała wiecznego pióra i nie oddzielała krawędzi arkusza kreską, ale mimo to marginesy są równiutkie. Błędów ortograficznych nasiała całą masę, gramatycznych też trochę, za to treść stawiała poloniście włosy na głowie. Autorka pracy wypowiadała się na niektóre tematy szczerze i bezlitośnie. Tezy z podręcznika obaliła kilkoma celnymi przykładami, jego własne tezy… hmmm, też odparła i to cholernie inteligentnie. Rozbiła jego tok rozumowania na kawałki i wdeptała profesora w ziemię. Nauczyciel brnął przez tekst coraz bardziej zdumiony. Było w nim mnóstwo cytatów z dzieł klasycznych zapisanych po grecku i w tłumaczeniu. Niektóre utwory zna, o innych tylko słyszał… Wahał się tylko przez chwilę. Ocena celująca.
* * *
Alchemik odnalazł odpowiedni pokój w kuratorium. W dawno nieodnawianej klitce niewiele się mieściło. Stało tu biurko z komputerem oraz szafa z aktami. Wszędzie walało się pełno papierów. Mistrz Michał skrzywił się w duchu. Biurokracja w Polsce poczyniła ogromne postępy, od kiedy był tu ostatnio. Tysiące ludzi siedzi i przekłada formularze zamiast robić coś pożytecznego, na przykład kopać rowy melioracyjne…
– Uprawnienia nauczycielskie? – Urzędniczka otaksowała go nieprzychylnym wzrokiem.
On też ją otaksował. Rudawa, w garsonce, palce pokryte pierścionkami, złośliwość wypisana na twarzy.
– No właśnie. – Spokojnie skinął głową. – Takie, które dają prawo uczenia w szkole.
