
– W której szkole pan pracuje?
– W żadnej. Przecież, żeby podjąć pracę w szkole, trzeba mieć uprawnienia pedagogiczne – tłumaczył cierpliwie.
– Nie mogę zapisać pana na kurs, jeśli nie pracuje pan w szkole.
A tu go zaskoczyła. Przez chwilę trawił informację. Nie zrozumiał? Zapomniał ojczystego języka? Nie, to niemożliwe.
– To dla kogo są te kursy? – zdumiał się.
– Dla nauczycieli, którzy pracują w szkołach, ale nie mają uprawnień – wyjaśniła ochoczo.
– To jakim cudem zostali zatrudnieni?!
– No, pracują, ale nie mają uprawnień – powtórzyła, jakby zacięła się jej płyta.
No cóż, państwowy ośrodek doskonalenia nauczycieli to najwyraźniej skansen poprzedniego ustroju. Ale przecież są i prywatne centra szkoleniowe. A zatem vivat kapitalizm. Kto inny zarobi…
Alchemik wszedł do ładnej willi, położonej w niewielkim ogródku. Podłoga była wyłożona panelami, meble dobrane ze smakiem. Urzędniczka siedząca przy biurku, w przeciwieństwie do tamtej złośliwej baby, uśmiechała się sympatycznie. Mistrz usiadł na wygodnym krześle.
– Chciałbym zrobić uprawnienia nauczycielskie.
– Kurs zaczął się dwa tygodnie temu, zajęcia odbywają się w soboty i w niedziele. Musi pan nadrobić sześć godzin zajęć – wyszczebiotała, gdy wyjaśnił jej powód swojej wizyty. – Całość trwa czterdzieści godzin i kosztuje trzy tysiące złotych.
Skinął głową, akceptując warunki.
– Która szkoła pana skierowała?
– Nie pracuję w szkole – wyjaśnił. – Chcę zrobić uprawnienia i dopiero będę szukał pracy. Taki zresztą, zdaje się, jest wymóg.
– No co pan? Nie możemy przyjmować na kursy tak z ulicy. Musi być skierowanie ze szkoły, w której pan pracuje.
– Żeby pracować, trzeba mieć uprawnienia. – Poczuł zawrót głowy.
– Owszem, ale nie możemy przyjąć pana na kurs bez skierowania.
