
– Myślę, że to da się ominąć. Posiadam prawo do nauczania na terenie Kanady i Boliwii. Na początek powinno wystarczyć, a jeśli kuratorium się przyczepi, skieruje mnie pan na kurs doskonalenia zawodowego. Ponadto mogę poprowadzić cykl wykładów jako zaproszony zagraniczny specjalista.
Dyrektor odetchnął z ulgą. I jednocześnie poczuł pewien podziw. Jego rozmówca znalazł rozwiązanie problemu w ciągu może pięciu sekund.
– Powiedzmy, że zatrudnię pana na okres próbny. Na przykład trzy miesiące – zaproponował dyrektor. – A potem spróbujemy zalegalizować.
– Postaram się nie zawieść pańskiego zaufania.
Dyrektor czuje, że słowo tego człowieka ma swoją wagę. Z nim nie trzeba podpisywać umowy, nie ucieknie, nie oszuka, nie będzie na zapleczu produkował broni biologicznej jak jego poprzednik…
– Michael Sedigovius – odcyfrował nazwisko z blankietu.
– W Polsce używam nazwiska Michał Sędziwój.
– Tak jak ten słynny alchemik?
– Mój ojciec miał poczucie humoru. – W zasadzie nie jest to kłamstwo. – Chyba będę musiał nostryfikować ten dyplom.
– Jaką dziedziną biologii się pan zajmuje?
– W zasadzie genetyką, ale w kontekście paleontologii i teorii ewolucji. Ukończyłem też historię… – Dokłada kolejne dyplomy z uniwersytetu w La Paz.
– W porządku. Zajęcia zaczyna pan… – Dyrektor spojrzał na rozpiskę. – Jutro o ósmej pięćdziesiąt pięć.
Gość spokojnie skłonił głowę.
* * *
Stary rzeczoznawca z muzeum Czartoryskich oglądał kulę w skupieniu i zadumie.
– Zakładam, że była przyczyną śmierci lub została znaleziona na miejscu zbrodni – zauważył wreszcie.
Praktykantowi przemknęły przez myśli stosowne punkty regulaminu służby.
– Nie mogę odpowiedzieć – odparł.
– Spłaszczenie wskazuje na to, że uderzyła w coś, na przykład w kość, tą stroną, następnie grzybkowała i uderzyła ponownie w tym miejscu. Dlatego jest taka zniekształcona. Kaliber pierwotny mniej więcej siedemnaście milimetrów…
