* * *

Pociąg InterCity z Wiednia zatrzymał się pod wiatą dworca Kraków Główny. Burty pięknych, nowoczesnych wagonów lśnią lakierem, szyby zachowały ciągle krystaliczną przejrzystość. Zamiast przedziałów umieszczono wewnątrz dwa rzędy lotniczych siedzeń. Szumi klimatyzacja. Drzwi odsuwają się z delikatnym sykiem pneumatycznych siłowników. Tłum przyjezdnych wylewa się burzliwą rzeką. Na samym końcu z jednego z wagonów wysiada jeszcze jeden podróżny.

Miękkie, skórzane buty bezszelestnie stykają się z granitowymi płytami peronu. Koniec laski, okuty stalą, przeciwnie – stuka mocno. Przybysz ma starannie przyciętą, białą jak mleko bródkę i rozwichrzoną, siwą czuprynę. Okulary w drucianej oprawce pamiętają czasy cesarza Franza Josefa. Spod krzaczastych brwi spoglądają zuchwale nieco wyblakłe oczy. Staruszek wygląda, wypisz, wymaluj, jak szalony dziewiętnastowieczny naukowiec. I nie tylko wygląda…

Wciąga nosem powietrze, długo nie wypuszcza go z płuc, smakuje. Wie, że to dobry czas i dobre miejsce.

Rozdział III

Księżniczka usiadła w ławce i rozłożyła laptopa. Przybyła do szkoły grubo przed dzwonkiem. Dwadzieścia minut to szmat czasu… Ksiądz wszedł i postawiwszy torbę na podłodze, zajął miejsce za biurkiem. Widać i on szuka odrobiny spokoju… Monice duchowny spodobał się od pierwszego wejrzenia. Młody, wysoki i chudy jak szczapa. Typ prawdziwego ascety. Twardy jak kawałek dębowego polana, idący przez życie z wysoko podniesionym czołem, by głosić prawdy wiary nie tylko słowem, ale i przykładem. A przy tym niewątpliwy erudyta. Umie mówić o tym, co wie, umie słuchać, gdy czegoś nie wie. Niewielu takich się spotyka.

Z kieszeni wyciągnął kanapkę zawiniętą w kawałek aluminiowej folii. Widocznie nie zdążył zjeść śniadania. Też poczuła się głodna. Sięgnęła po swoje jabłko. Ksiądz położył kanapkę na blacie i odpakował. Brwi księżniczki uniosły się w zdumieniu. Dwie kromki chleba, każda gruba na kilka milimetrów. Pomiędzy nimi cień wędliny. Spostrzegł jej zdziwienie i uśmiechnął się.



26 из 204