
– Lepiej niech grzeszne ciało pęknie, niżby się miały zmarnować dary Boże – szepnął konfidencjonalnie.
* * *
Druga lekcja. 8.55 rano… Dla Moniki, która wstaje zazwyczaj o wpół do szóstej, jest już skandalicznie późno. Jej koleżanki, oparte brodami o ławki, jeszcze drzemią. Kiedyś słyszała o czymś, co nazywano syndromem chronicznego zmęczenia. Ale u całej klasy? Ano nic, zaraz się obudzą. Zagraniczny prelegent to dość nieoczekiwany przerywnik szarej monotonii szkolnego życia…
Alchemik uśmiechnął się pod nosem. Gdy ostatnio pracował w Krakowie jako nauczyciel, trwała wojna ze Szwedami o ujście Wisły… Uczennice spoglądały na niego z cielęcym zaciekawieniem.
– Przejrzałem wasze zeszyty – powiedział spokojnie. – Jak widzę, wasz poprzedni nauczyciel był kryptolamarckistą, a zatem pora przywrócić wam pion intelektualny. Na początek zajmiemy się Darwinem. Czy któraś z was może wykazać najsłabszy punkt jego teorii?
Uczennice popatrzyły po sobie. Tego nie było w podręczniku. Monika podniosła rękę do góry. Na szczęście pamięta jeszcze polemiki prasowe, które wybuchły, gdy Anglik ogłosił swoją koncepcję.
– Proszę.
– Darwin uważał, że jedne gatunki drogą ewolucyjną mogą przekształcać się w inne i decyduje tu dobór naturalny. Tymczasem brakuje form pośrednich. Są antylopy i żyrafy, ale nie ma łącznika między nimi.
– Zapominasz o okapi – odparował natychmiast i bez namysłu.
Nie dała się zbić z tropu.
– Owszem, jest spokrewnione z żyrafami i bardzo podobne do antylopy, ale ma krótką… – zabrakło jej słowa.
– Szyję – podpowiedział.
– Może te ogniwa pośrednie po prostu wymarły? – zasugerowała Gosia, przygryzając koniec warkocza.
– Nie da się wykluczyć, ale w materiale kopalnym brakuje ogniw pośrednich. Nie ma antylop z długimi szyjami, które mogłyby być przodkami żyraf.
