
– Niemożliwe. Stanisława nikogo nie wyróżnia. Jeśli się dogadały, to nie w szkole, musi je łączyć coś innego.
– Ale co? Może dyrektor kazał się nią opiekować?
– Akurat by go posłuchała. Myślę raczej, że to coś, czego nie rozumiemy. Telepatia, jakieś pokrewieństwo dusz.
– Fakt, obie pasują tu, jakby spadły z księżyca…
Minęło pierwsze dziesięć minut lekcji. W klasie panowało odprężenie. I nagle trzaśniecie drzwi. Alchemik wszedł do sali.
– Mam z wami zastępstwo – powiedział. – Ponieważ nie bardzo orientuję się, co aktualnie przerabiacie, proponuję, żebyśmy podyskutowali sobie na tematy ogólnohistoryczne…
Monika uśmiechnęła się leciutko, zdejmując słuchawki. Sprytny wybieg. Wystarczyłoby wziąć pierwszy z brzegu zeszyt i już wiedziałby, co omawiają. Tyle epok, tyle wydarzeń historycznych rozegrało się na jego oczach. Mógłby opowiedzieć im szczegóły zdarzeń, których nie odnotowały kroniki… Ale nie chce. Nie dzisiaj. Dlaczego? Wygląda na mocno przygaszonego. Co stało się tej nocy?
– Możesz pracować dalej – zwrócił się do niej po łacinie.
Westchnęła w duchu. Teraz dopiero ma przerąbane… Pokręciła głową, schowała ksero i wyłączyła komputer. Spostrzegła spojrzenia koleżanek. Cholera. Znowu skucha. Pomyślą sobie, że jest patologiczną lizuską.
– Co za idiotyczna sytuacja – mruknęła pod nosem po grecku.
– Nie przesadzaj – odparł Alchemik w tym samym języku. – Twoje przyjaciółki nie są takie najgorsze. – To ostatnie zdanie powiedział nieco ostrzej.
Może koleżanki uznają, że ją ochrzanił? Trzasnął dziennikiem o blat biurka i szybko sprawdził obecność.
– Na dzisiejszej lekcji zastanowimy się, po co uczymy się historii. Czy ktoś ma jakieś pomysły?
