
Popatrzyły po sobie cielęcym wzrokiem.
– Pani? – Alchemik wskazał gestem Gosię.
– Historii uczymy się dlatego, że jest w programie nauczania – wydukała. – Wprawdzie mówi się, że historia vitaete…
– Historia magistra vitae – poprawił. – Historia jest nauczycielką życia.
– No właśnie, ale nie można powiedzieć, żeby to była prawda. W każdym razie znajomość historii nikogo jeszcze niczego nie nauczyła. Nasze władze bez przerwy popełniają te same błędy, co dziesięć lat temu i co sto lat temu.
Księżniczka przechyliła głowę i uśmiechnęła się do koleżanki. Przywykła dotąd uważać ją za kompletne cielę, ale, jak się okazało, nie jest taka głupia.
– Kontynuuj – poprosił Mistrz.
– Wydaje mi się, że istnieją dwa sposoby myślenia – dziewczyna podjęła wątek. – Historyczny i ahistoryczny. My i Żydzi skupiamy się zanadto na rozpamiętywaniu wszystkich krzywd oraz zdrad doznanych przez wieki. Żyjemy, patrząc w przeszłość, choć nie odnosimy jej do teraźniejszości, podczas gdy na przykład Amerykanie olali to i patrzą tylko w przyszłość…
– Który sposób wydaje ci się lepszy? – Alchemik autentycznie się zaciekawił.
– Oba są błędne – powiedziała z wahaniem. – Myślę, że pewne cechy narodowe się nie zmieniają. Dlatego należy budować przyszłość, ale patrzeć sąsiadom na ręce…
– Jest jeszcze coś – powiedział cicho. – Historia… Jak powstaje?
– Ludzie zapisują, co się dzieje – zasugerowała Iza.
– Owszem. A w przyszłości ktoś może zechcieć poszukać sobie wzorców postępowania. I przypadkiem rzuci okiem na naszą epokę. Od nas, od naszego przykładu w ogromnej mierze zależy to, jacy będą nasi potomkowie. To my, tworząc teraźniejszość, tworzymy zarazem i historię, i przyszłość. Pamiętajcie, by coś po sobie zostawić następnym pokoleniom.
– Co? – zainteresowała się Gosia.
– Cokolwiek. Można sadzić drzewa, można tworzyć dzieła sztuki. Można wreszcie dokonać czynów, które staną się natchnieniem dla naszych wnuków… Czynów, o których ludzie nie zapomną…
