W ciągu ostatnich dwu tygodni ktoś tu, w Krakowie, wyprodukował i wprowadził w obieg sztuczne złoto, co więcej, uzyskane bez użycia tynktury, „sposobem numer dwa”… Ile go zrobił? Co najmniej dwieście gramów. Metoda prania kruszcu i wprowadzania go na rynek jest banalnie prosta i w pewien sposób doskonalsza niż jego pomysły z odlewaniem sztabek.

Raz już spotkał członków Bractwa Drugiej Drogi. Wtedy zdołał ujść z życiem. Czy i tym razem wystarczy mu szczęścia? Jeszcze nic się nie wydarzyło. Nikt nie zginął, a jedynym śladem obecności wroga jest kawałek kamienia, spoczywający w kieszeni. Dlaczego w takim razie nie może pozbyć się straszliwego przeczucia nadchodzącej zagłady?

Zadźwięczał dzwonek.

– Dopilnuj – powiedział do Moniki po grecku i natychmiast wyszedł z klasy.

– Dajcie preparaty – poleciła, biorąc z biurka pudełko.

– O rany, fajna lekcja była. – Gosia przygryzła warkocz. – Skąd wiedziałaś o tym trądzie?

– Kiedyś trochę czytałam na ten temat – wyjaśniła.

Pozbierała szklane płytki, mikroskopy powkładała do pudełek i umieściła w szafie. Zamknęła ją na kłódkę, klucz zaniesie do pokoju nauczycielskiego. Obrzuciła pomieszczenie uważnym spojrzeniem. No, ładnie, Alchemik zostawił swój mikroskop. Zawinęła go w foliową torbę i włożyła do teczki.

– Zmiatajcie, muszę zamknąć salę. – Uśmiechnęła się do koleżanek.

Niechętnie podporządkowały się poleceniu. Magda została najdłużej.

– Dlaczego zwrócił się do ciebie „księżniczko”? – zapytała.

Co słychać w jej głosie? Zainteresowanie, odrobinę podlane jadem? Chce, żeby ich koleżanka okazała się prawdziwą księżniczką? To otworzyłoby szerokie pole do popisywania się drobnymi złośliwościami. Nie. To zwykła ciekawość. Szczera i prostolinijna. Naturalna.



53 из 204