
Wycisnął zawartość tubek do miski i zalał płynem do mycia naczyń. Założywszy gumowe rękawiczki, z zapałem zaczął babrać się w tej brei. Wreszcie dolał wody do pełna. Dobra, a teraz odrobina techniki. Uruchomił wiertarkę z zamontowanym mieszadłem do farb. Rozpuszczenie prawie litra pasty zajęło mu parę godzin, ale cel wreszcie został osiągnięty. Olej wraz z pianą trafił do kanału. Na dnie miski osadziła się gruba na trzy milimetry warstewka jakby bardzo miałkiego piasku. Trzeba zlać wodę z resztkami detergentu, dodać nowej, zawartość miednicy wielokrotnie przepłukać, przemyć wodą destylowaną i osuszyć spirytusem.
Jednak efekt końcowy jest wart zachodu. Diamentowa mąka, proszek, pył właściwie… Idealny do jego celów. Co można zrobić z mielonymi diamentami? Cokolwiek. Można skleić je żywicą i uzyskać tarczę polerską, można szlifować tym brylanty, można czyścić precyzyjne wyroby z różnych szlachetnych metali. Ormiańskie kroniki Arakela z Tebryzu podają, że mielony diament może być użyty jako trucizna. Sędziwojowi nie chce się w to wierzyć. Co z tego, że krawędzie są ostre, jeśli w żołądku nie ma odpowiedniego tarcia… W każdym razie szkoda mu proszku na głupie eksperymenty.
* * *
Archaiczna waga szalkowa, zakurzona żarówka pod sufitem. Sklep ze stalą jest niewielki. Jego właściciel, stary ślusarz, wierzy tylko w metal. Żadnej elektroniki. Kasy fiskalnej też nie ma zamiaru sobie sprawić. Laszlo jest w kłopocie. Nie zna języka. Na półkach zalegają stosy teowników, kątowników i innych elementów, jednak to go nie interesuje. Za to sztaby i pręty – owszem. Przeszedł się wzdłuż stelaży. Na pytanie sprzedawcy odpowiedział po węgiersku. Włada również angielskim, ale jeden rzut oka na starego mówi mu, że nie ma sensu nawet próbować dogadać się w tym narzeczu… Jak zatem rozpoznać odpowiedni metal? Po kolorze i po dźwięku, jaki wydaje.
Kawałkiem płaskownika puknął po kolei w siedem grubych, stalowych walców. Dźwięk przedostatniego zadowolił go.
