
Budynek zamknięty był na głucho. Mistrz nie zraził się tym specjalnie. Załomotał w metalową bramę. Po kilku minutach, w chwili, gdy prawie już zdecydował użyć jednego z prętów jako łomu, wrota się otwarły. Stanął w nich stary cięć, ubrany w spłowiały drelich.
– Czego? – warknął.
– Potrzebuję dostępu do prasy, zwijarki i palnika acetylenowego – wyjaśnił Michał.
– Coś pan…
Alchemik wyjął z kieszeni stuzłotowy banknot i powachlował się nim.
– E, dla pana inżyniera wszyściutko zaraz uruchomię. – Cięć nagle przestał być ponury. – Zapraszam gościnnie.
Wkroczyli do starych, zakurzonych hal remontowych. Na końcu drzemała potężna prasa.
– Dość archaiczny model – zauważył gość. – Ale moc ma odpowiednią… Jak to działa?
– Zaraz, tylko załączę zasilanie…
Przekręcił ebonitowy przełącznik. Zapaliły się kontrolki, a ogromna masa stali wolno pojechała do góry.
– Detal kładzie się tu, zamyka klapę, wciska jedną ręką guzik zielony, drugą czerwony i łup – wyjaśnił cieć. – Ja, jak robiłem na akord, to sobie usprawniłem. W zielony wcisnąłem zapałkę, jedną ręką czerwony wduszałem, a drugą zmieniałem blachy. I na rękę mi zleciało.
Teraz dopiero Alchemik spostrzegł, że starcowi brakuje prawej dłoni. No cóż, do roboty… Przy uderzeniu rzędu kilku ton na centymetr kwadratowy pręty ulegną spłaszczeniu na blaszki o grubości trzech milimetrów. Rzucił na próbę kawałek płaskownika, zgniótł, obejrzał. Do niczego, kucia tak nie zastąpi. Zrezygnował z prasy nie bez żalu.
Kawałek żelaza meteorytowego trzeba przepuścić przez wyciągarkę, zamienić w drut odpowiedniej średnicy…
– Macie tu kotlinkę kowalską?
– Jasne. Tylko sprawdzę, czy wentylator działa. Koks leży pod ścianą.
Bułat robiono na dwa sposoby. Mistrz oglądał sztylet księżniczki Moniki. W tamtym przypadku złożono klingę w harmonijkę i przekuto. Robota na dziesiątki godzin. Metoda, którą on chce zastosować, jest prostsza i szybsza, a uzyskana jakość zupełnie porównywalna.
