
– Nawet nie wiedziałam, że w tamtych czasach na terenie Sudanu żyli chrześcijanie… – zdumiała się Magda.
– Jeśli chcesz sobie doczytać, to mogę ci pożyczyć książkę na ten temat. – Stanisława popatrzyła na zegarek.
Czas ucieka, a przecież trzeba jeszcze choć rzucić okiem na obrazy wiszące na piętrze. Wdrapały się po schodach na górę. Kilka sal, piękna kolekcja malarstwa niderlandzkiego, zbiory polskie… Zaprowadziła dziewczęta do Bitwy pod Grunwaldem. Jest tu jedno niebezpieczne miejsce, Alchemiczka odruchowo przyspieszyła kroku.
Księżniczka Monika została z tyłu. Zatrzymała się przed portretem wiszącym na ścianie. Oczy Stanisławy, cztery wieki temu namalowane na płótnie, patrzą tak samo spokojnie i przenikliwie jak dziś. To dobry obraz, podobieństwo uchwycono z fotograficzną wręcz dokładnością…
* * *
Alchemik wszedł do sklepu ze stalą. Przebiegł wzrokiem długi rząd próbek.
– Znajdą się pręty z tej listy? – Podał sprzedawcy długi wykaz.
– Oj, to bardzo rzadkie rzeczy – mruknął zafrasowany staruszek. – Ale zaraz zobaczymy na zapleczu.
Pręty nie różnią się praktycznie niczym, może minimalnie kolorem, ale aby zidentyfikować je po barwie, potrzebny jest naprawdę świetny wzrok. Na szczęście na końcach wybito oznaczenia. Trzy gatunki… Nie brak też stali węglowej, prawie czarnej, po zahartowaniu twardej i rozpaczliwie kruchej.
Alchemik podniósł paczkę i aż jęknął w duchu. Ciężkie draństwo. Dokąd teraz? Na Bieżanów. Dwadzieścia minut później zatrzymał samochód przed sporym budynkiem, mieszczącym narzędziownię zakładów remontowych taboru kolejowego. Naprawa wagonów podupadła, podobnie jak cała kolej. Przykre. Ale dzięki temu będzie mógł przeprowadzić to, co sobie zamierzył.
