Nie ma na świecie mumii na tyle odważnej, by zaryzykować postrzał z takiej broni.


* * *

Padał deszcz, nad Krakowem wstawał grudniowy poranek. Nadkomisarz Przyborski zlustrował wnętrze pokoju. Plazmowy telewizor, na oko sądząc dwudziestoośmiocalowy, kosztowny dywan na podłodze, obraz na ścianie to „prawdziwy Kossak”. Sprzęt grający najwyższej klasy. Spory salonik, duże, niemal panoramiczne okno wychodzi na mikroskopijny ogródek. Mieszkają sobie ludziska.

Butelka pięćdziesięcioletniego wina na stole, trochę zostało na dnie. Flesz zapala mikroskopijne ogniki w krysztale kieliszka. Ile lat może mieć ten kawałek szkła? Sto, może sto pięćdziesiąt. Wygodne, obite skórą fotele, antyczna komódka. Sam stół też ma swoje lata, intarsjowany blat z inicjałami Ludwika Napoleona zdradza wiek. Wnętrze urządzono ze smakiem i nawet pewną dozą wyrafinowania.

Policjant westchnął. Złapał się na myśli, że przyjemnie byłoby tak mieszkać albo chociaż usiąść na kilka minut, popatrzeć w płomienie buzujące w kominku. Przyjemny pokoik. Tylko zwłoki właściciela, przygwożdżone rapierem do podłogi, i ciężki odór śmierci psują efekt. A zatem koniec kontemplacji, czas na obowiązki.

Odszukał wzrokiem praktykanta. Student, nieco zielony na twarzy, trzymał w dłoni notatnik oprawiony w płótno i tandetny długopis z bazaru.

– Powiedz no mi – zaczął Przyborski nieco protekcjonalnym tonem – jaką tu widzisz przyczynę zgonu?

Praktykant, powstrzymując mdłości, pochylił się nad ciałem.

– Hmmm – mruknął. – Opuchnięty język, posiniałe wargi i odbarwienie podniebienia wskazują na to, że został otruty, potem strzelono mu w głowę, a gdy był już martwy, dla pewności przyszpilono rapierem.



9 из 204