Zastanowiwszy się nad tym, A’i’ach skonstatował, do czego naprawdę służy ostrze. Mógł uderzać z powietrza, póki Bestia nie zginie… nie, póki nie zginie ta bestia.

A’i’ach polował…


* * *

Kilka godzin przed zachodem słońca Hugh Brocket i jego żona, Jannika Rezek, przygotowywali się do nocnej pracy, gdy zjawiła się Chrisoula Gryparis, mocno spóźniona. Burza najpierw zmusiła samolot do lądowania w Enrique, a potem, złośliwie prąc na zachód, zmusiła go do zatoczenia szerokiego łuku w czasie lotu do Hansonii. Nawet nie spostrzegła Oceanu Pierścieniowatego i przeleciała dobre tysiąc kilometrów w głąb lądu, po czym musiała skręcić na południe i wrócić tyle samo, by dotrzeć do ich wielkiej wyspy.

— Port Kato wygląda ogromnie odludnie z powietrza — zauważyła.

Choć z silnym obcym akcentem, jej angielski — język uzgodniony jako wspólny na tej stacji — był płynny; między innymi dlatego znalazła się tutaj, by zbadać możliwości znalezienia jakiegoś zajęcia.

— Bo jest odludny — oświadczyła Jannika, z własnym obcym akcentem. — Kilkunastu naukowców, może dwa razy tylu praktykantów i parę osób personelu pomocniczego. Dlatego też będziesz tu szczególnie mile widziana.

— Co, czyżbyście się czuli osamotnieni? — zdziwiła się Chrisoula. — Można przecież rozmawiać z każdym po stronie przyplanetarnej, kto ma holokom?

— Owszem albo polecieć do miasta służbowo lub na urlop czy przy innej oka­zji — włączył się Hugh. — Ale choć obraz jest stereoskopowy, a dźwięk plastyczny, jest to tylko obraz. Nie można go przecież zabrać na drinka po rozmowie? Co do wyjazdów zaś, to po nich zawsze się jednak wraca do tych samych twarzy. Placówki naukowe stają się coraz bardziej wyalienowane towarzysko. Sama zobaczysz, gdy tu przyjedziesz. Ale nie chciałbym — dodał pośpiesznie — byś odniosła wrażenie, że cię zniechęcam. Jan ma rację, będziemy szczęśliwi, gdy zjawi się tu ktoś nowy.



3 из 51