Jeszcze niedawno dla tych, których wówczas niezbyt szlachetnie określało się mianem śmieciarzy, praca na „pastwisku” była jak spacerek: wśród papierzysk, toreb foliowych, puszek po piwie i coca-coli, ledwo przysypanych lub beztrosko pozostawionych gówien widniały tu i ówdzie prezerwatywy, które ludziom rozbudzonym i obdarzonym fantazją przywodziły na myśl zabawne scenki i pozwalały wyobrazić sobie szczegóły namiętnego spotkania. Od roku jednak prezerwatyw było tu całe morze. Pewien minister o ciemnej i nieprzeniknionej twarzy godnej studiów Lombrosa, o myślach jeszcze bardziej mrocznych i nieprzeniknionych, wpadł bowiem na pomysł, który – jak mu się wydawało – rozwiąże problemy porządku publicznego na południu kraju. W pomysł ten wtajemniczył swojego kolegę, który sprawował pieczę nad wojskiem i wyglądał wypisz wymaluj jak jedna z postaci Pinokia. Ci dwaj genialni politycy wspólnie postanowili wysłać na Sycylię oddziały militarne z misją „kontroli terytorium”, by ulżyć karabinierom, policjantom, służbom informacyjnym, specjalnym oddziałom operacyjnym, policji skarbowej, drogowej, kolejowej i portowej, prokuraturze, grupom antymafijnym, antyterrorystycznym, antynarkotykowym, antywłamaniowym, antyuprowadzeniowym i innym, zaangażowanym w jakieś tam swoje poważne sprawy, które pominiemy tutaj z braku miejsca. W następstwie tego olśniewającego pomysłu, wcielonego w życie przez dwóch wybitnych polityków, poborowi, piemonckie maminsynki, nieopierzeni Friulańczycy, którzy jeszcze poprzedniego dnia cieszyli się chłodnym, ostrym powietrzem swoich gór, pocili się teraz w prowizorycznych pomieszczeniach, zakwaterowani w miejscowościach zawieszonych metr nad poziomem morza, wśród ludzi, którzy mówili niezrozumiałym dialektem tworzonym nie tyle ze słów, ile z milczenia, z niepojętych ruchów brwi, z niezrozumiałej mimiki zmarszczek.



2 из 123