Energicznie zapukała do drzwi i weszła do środka. Mężczyzna w średnim wieku, wąsaty, wbity w bordowy garnitur, oderwał wzrok od rozłożonych papierów. Z jego miny wydedukowała, że nie ucieszył się z niezapowiedzianej wizyty. W bezpośrednim kontakcie z przeciwnikiem ważne jest uprzedzenie ciosu. Mówiąc naukowo, przejęcie inicjatywy strategicznej.

– Katarzyna Kruszewska, Centralne Biuro Śledcze – okazała identyfikator.

– Moi uczniowie znowu coś zmalowali? – zasmucił się człowiek za biurkiem.

Ważne, by nie odpowiadać wprost. Utrzymać wroga w niepewności, aż do zadania ostatecznego ciosu…

– Mam kilka pytań.

– Proszę – gestem zachęcił, aby usiadła.

– Wedle moich informacji, liceum pańskie kontynuuje tradycję prywatnej szkoły żeńskiej, będącej własnością Heleny Rzeszotarskiej…

– Owszem – skinął dostojnie głową, a na jego twarzy odmalowało się zaskoczenie.

– Potrzebuję dzienników klasowych z 1923 roku i, powiedzmy, z pięciu kolejnych lat.

Zdumienie pogłębiło się.

– Ścigacie jakąś dziewięćdziesięcioletnią staruszkę?

Na pytania niewygodne można odpowiedzieć, odpowiedzieć wymijająco, albo wcale nie odpowiedzieć. Można też rzucić coś, co zniechęci zbyt dociekliwego rozmówcę do dalszych pytań.

– Tajemnica państwowa – oświadczyła spokojnym, chłodnym, rzeczowym tonem.

– Proszę do archiwum. Zobaczymy, czy mam coś z tego okresu.

Dzienniki zaraz się znalazły. Były mocno pożółkłe i, mimo zamknięcia w szafie, nieco zakurzone. Rozłożyła je na stole w gabinecie i zaczęła kartkować. Piękny, kaligraficzny podpis Stanisławy Kruszewskiej pojawiał się niemal na każdej stronie.

Uczyła historii i wychowania fizycznego. Jej nazwisko odnotowano przy okazji wspólnych wyjść do kina i teatru.

Teraz lista uczennic. W sumie niezbyt długa. Kilkadziesiąt nazwisk. Wpisała je do laptopa.



29 из 223